Jak ocenić klasę gitary , najczęstsze błędy amatorów w szukaniu i ustawianiu instrumentu

Nie wszystko złoto, co się świeci. O nowych gitarach, starych instrumentach i złudzeniu współczesnej jakości

Przez lata miałem w rękach w swoim domu, w studiu kilka tysięcy instrumentów. Jestem akustykiem zajmuję się zawodowo zarówno brzmieniem jak i odsłuchem, mam kolosalne doświadczenie ze wszystkim co możemy szeroko określić dźwiękiem, brzmieniem lub po prostu muzyką.

Napisałem że miałem tysiące instrumentów , ale nie na zasadzie byłem w sklepie i popatrzyłem lub wziąłem do rąk- miałem je jako moją własność, więc moje doświadczenie skromnie mówiąc jest całkiem spore. Nie posiadam wiedzy zaczerpnietej z folderów reklamowych, nie z filmów promocyjnych, nie z opowieści sprzedawców, tylko z normalnego życia: ze studia, z serwisu, z prób, ze studia, z rąk muzyków, z serwisu lutniczego oraz przede wszystkim z setek godzin ogrywania każdego możliwego instrumentu w różnych kombinacjach, z różnymi strunami- cińszymi , średnimi , grubszymi, i bardzo grubymi, ze współpracy z wieloma wzmacniaczami – oczywiście tych samych gitar , dzieki czemu mogę z całą pewnością powiedzieć jak zachowuje się dany instrument z konkretnym wzmacniaczem , przy oczekiwaniu  gry konkretnego stylu muzycznego. Innych strun urzywamy do jazuu (najczęściej sa to struny z płaską owijką tzw, szlify ) innych do rocka i jeszcze innych do elektro akustyka czyl klasyka lub elektroklasyka- to są kolosalne różnice- czasem sama zmian strun powoduje kolosalną różnicę brzmienia..                               I im dłużej obserwuję rynek, tym mocniej widzę jedno: współczesny klient bardzo często kupuje bajery….tj; połysk, markę, opakowanie i obietnicę. A potem przychodzi rozczarowanie.

To jest jeden z największych problemów i jednocześnie jedna z głównych przyczyn, dla których powstają błędy w ocenie jakości gitary. Ludzie wierzą, że nowa gitara z dużego sklepu, z wielkim logo na główce i wysoką ceną musi być dobra. Niestety tak nie jest.

Mój kolega kupił w znanym europejskim sklepie nowego Fendera z bieżącej produkcji za około 13 000 zł. Nie mówimy więc o taniej gitarze z najniższej półki, tylko o instrumencie, który teoretycznie powinien być bardzo dobrze wykonany. Co się okazało? 3- pierwsze progi były krzywo nabite, a po kilku dniach fizycznie wypadł marker z podstrunnicy. To nie jest drobiazg. To nie jest kwestia gustu. To jest przykład jakości, która absolutnie nie powinna zaistnieć w żadnym instrumencie a co dopiero w instrumencie za takie pieniądze.

Ktoś powie: przypadek. Owszem, zawsze można tak powiedzieć. Tylko że takich przypadków jest coraz więcej.

Inny znajomy kupił Ovationa z 2025 roku. Nowy instrument, świeża produkcja, znana marka, gitara z założenia sceniczna i bardzo droga- miał to być wzorcowy elektroakustyk.

Przez dwa tygodnie trwały bezowocne próby ustawienia tej gitary. Jeżdził do 3 róznych lutników- ponieważ mieszka 400km od mojego miesca zamieszkania do naszego serisu trafił na końcu.

Okazało się że gryfu nie da się w żaden sposób wyregulowac był ,, zwichrowany. Gdy struna E6 była ustawiona prawidłowo na 2mm nad 12 progiem , struny E1 i H2 – cały czas brzeczały- od 6 progu dotykały bezpośrednio progów. Żeby gitara nie brzęczała, wysokość strun nad 12 progiem musiała być ustawiona na około 3,9 mm. Wynik ustawienia ,,aby nie brzęczało,,  był absurdalny, bo rozsądna akcja w tego typu instrumencie szczególnie że w elektroakstychach często zakładamy struny 11 lub 12 powinna być w granicach około 1,8–2,0 mm, zależnie od instrumentu, stylu gry i preferencji. To nie była kwestia „bo ktoś chce mieć za nisko”. To była gitara, której nie dało się normalnie ustawić bez ujawnienia poważnego problemu konstrukcyjnego. Gryf był zwichrowany  i żadna regulacja nie dawała w ogóle efektu- jeden wcześniejsz lutnik zasugerował wymianę siodełka na nieco wyższe ale podniesienie o 1,5mm siodełka nie dało nic -nadal strumy wiolinowe brzęczały.

Gdyby nie wieloletnie doświadczenie nasz serwis też zapewne nie dał by sobie rady, ale ponieważ mieliśmy juz podobne problemy -szybko podała diagnoza. Wypisaliśmy ekspertyzę naprawy i kosztorys prostowania ww gryfu- i zostało to wysałne do dystrybutora- przez chwilke próbował się wymigac od odpowiedzialności, ale po dostarczeniu filmiku i zdjęć  przyjał zwrot.

I znów — można powiedzieć: przypadek. Ale kiedy tych przypadków jest coraz więcej, przestają być przypadkami, a zaczynają być katastrofalną regułą i obrazem współczesnego rynku.

Kilku kolegów z zespołu szukało elektroakustyka w salonach. Ktoś polecił im Furcha, więc zaczęli poszukiwania od tej marki. Instrumenty od około 6500 zł, potem coraz droższe, aż do kilkunastu tys zł. I co? Każdy brzmiał podobnie. Instrumenty wszystkie był z pozoru porawne , nawet nieźle wykonane, ale..brzmienie bez względu na model i cenę każdy brzmiał niemal identycznie- nijak!

A starsze Furchy były naprawdę niezłymi gitarami, zaś dziś kupno nowej gitary jest prawie niemożliwe-o ile ktoś umie wybierać i robi to świadomie. Dzisiejsze gitary są bez głębi, bez ,,duszy,,- bez tego magicznego momentu, w którym człowiek bierze gitarę do ręki i od razu wie, że instrument ma to coś – a muzyk bedzie mógł dzięki niemu mieć coś do powiedzenia na scenie czy w studio.

Ostatecznie zespół za naszą radą wypozyczył przy zakupie internetowym 3 najdroższe instrumenty, przyjechali do nas i porównali z gitarami elektroakustycznymi które posiadamy – i co się stało?   Muzycy porównując wybrali za pół ceny sklepowej  kilka klas lepszą gitarę Godina , zaś po 3 tygodniach dokupili  elektrakustyczną Yamache z lat 80.  Zarówno Godin z lat 92-94 i Yamacha z 1994 roku zdeklasowały naprawdę bardzo drogie współczesne gitary -piękne prosto z salonu .

Wszystkie sprawdzane przeze mnie  Furchy,  Taylory, Takamine, Ibanezy, Ovationy, Martiny, Fendery, Gibsony (tu mówię wyłącznie o elektoakustycha)- nie mają żadnych szans w konfontacji ze starszymi odelami, zaznaczam żadnyc szans, zaś ich wygórowane ceny które są barne z ,,czapy,, mają zmylic kupujących bo jesli gitara jedna kosztuje 2 tys a kolejna 6 tys i mnastępna 14 tys- no to na pewno ta najdrozsza będzie o wiele lepsza.. Niestety to jest tzw, polityka wysokich cen której celem hjest wzbudzenie w osobie kupującej chęci uzykania czegoś wyjątowego. Ludzie się na to nabierają , ale jeśli rzeczywiście grają – szybko żałują wyboru.

Kolejny przykład z mojego wieloletniego doświadczenia dotyczy Ibaneza. Znajomy przez lata grał na elektrycznym Ibanezie  sygnowanym przez Stiva Lukatera.  Był zachwycony tą gitarą. Instrument miał charakter, brzmienie, wygodę i wszystko to, czego człowiek szuka w gitarze, z którą się zżył. Znałem ten instrument bo przez lata trafiał na jakieś setup na nasz serwis, rzeczyiście był to doskonały instrument. Niestety pech chciał, że gryf został złamany.

Gitara trafiła do naszego serwisu lutniczego. Do prawidłowego sklejenia i ustawienia potrzebowaliśmy około trzech tygodni. I tu warto powiedzieć jasno: kleje szybkoschnące, tak chętnie używane przez niektórych domorosłych specjalistów, nie nadają się do profesjonalnej naprawy poważnych uszkodzeń. Prawdziwy proces klejenia, czopowania, ustawinia idealneych linii w stosunku do pozostałej części gryfu i jego absolutnie referencyjnego ustabilizowania na czas klejenia , a potem szlifowania i na koniec  lakierowania wymaga dużo spokoju cierpliwości z co za tym idzie mnóstwo czasu.

Gitara to nie mebel z marketu, który można posmarować, ścisnąć i oddać następnego dnia.

Znajomy jednak musiał szybko coś kupić do grania. Kupił nowego Ibaneza z najwyższejwspółczesnej serii za grubo ponad 10 tys zł. Na szczęście miał przy zakupie przez internet czas na zwrot.

 Bardzo szybko okazało się, że mimo wysokiej ceny nowy instrument był po prostu dużo gorszy. Gorszy brzmieniowo, gorszy w detalach, mniej inspirujący, mniej dopracowany. To nie była tania gitara. To był drogi, nowy instrument znanej marki. Trzeba oddac sprawiedliwość że był przepieknie polakierowany- i był bardzo lekki – na tym koniec zachwytów.

Po kilku tygodniach odebrał od nas  naprawionego Ibaneza z końca lat 90.  Szczęśliwie wrócił do swojego doskonałego brzmienia. A „nówka” wróciła na stan magazynowy znanego dystrybutora.

Takich przykładów mógłbym mnożyć bardzo wiele. I nie dotyczą one tylko gitar.

To samo widzę przy wzmacniaczach. Nie ma dziś Marshalla z produkcji seryjnej, który  mógłby realnie równać się jakością brzmienia z JCM 800 z lat 80., albo z brytyjskimi jeszcze seriami hybrydowymi AVT 275, AVT 150 czy AVT 100. Oczywiście współczesne wzmacniacze potrafią wyglądać efektownie, mają różne funkcje, wyjścia, symulacje, lładne i lekkie obudowy no i całe eleboraty marketingowego bełkotu ( który nigdy nie jest prawdziwą recenzją tylko tekstem ukrytej reklamy) marketingowe opisy – to de facto kupione reklamowe artykuły.

Ale brzmieniowo , delikatnie mówiąc te wzmacniacze są jednym wielkim rozczarowaniem. Zaznaczam mówię o wzmacniaczach lampowych, tranzystorowych oraz hybrydowych, w ogóle nie piszę tu o wzmacniaczach cyfrowych.

Podsumowując ten wstęp  dochodzimy do sedna. To nie jest tylko problem gitar. To jest ogólny światowy trend. Produkcja jest od jakiegos czasu  ustawiona pod  efek ,, wow ! – ,, w wyglądzie i zewnetrznym ładnym wykończeniu.

Główne  nastawienie producentów ma na celu  uzyskanie jak najnizszym kosztem ładnego wyglądu, szybkość produkcji, oraz co najwarzniejsze maksymalną redukcję kosztów i maksymalizację zysków.

 Urządzenie ma dobrze wyglądać na zdjęciu. Ma dobrze wyglądać w sklepie. Ma mieć ładne pudełko, ładne logo, atrakcyjny opis i nowoczesny wygląd. Ale to, co najważniejsze — czyli realne działanie, trwałość,  jakość materiału i trwałość konstrukcji  oraz brzmienie już od lat zeszły na tak daleki plan że nie sposób tego dostrzec

Dotyczy to nie tylko instrumentów, ale;

sprzętu audio,

AGD,

elektronarzędzi,

elektroniki,

a nawet samochodów.

W wielu branżach widzimy ten sam schemat: piękny wygląd, coraz wyższa cena, coraz więcej marketingu i coraz mniej prawdziwej jakości. Z zewnątrz wszystko jest imponujące. W środku zawsze oszczędności . Pośpiech montażu, najtańsze materiały i podzespoły, krótsza żywotność i konstrukcja zaprojektowana wyłącznie pod  dużą sprzedaż  – i wymiane na nowy model jak najszybciej. Nie ma tu już miejsca na to aby sprzęt był uzywany latami lub wręcz ,, na zawsze,,.

W świecie Hi-End audio jest to szczególnie bolesne. Dzisiejszy sprzęt potrafi kosztować astronomiczne pieniądze. Kolumny, wzmacniacze, preampy, gramofony, odtwarzacze — wszystko może wyglądać jak dzieło sztuki nowoczesnej. Aluminium, fortepianowy lakier, wielkie obudowy, ekrany, designerskie bryły, katalogowe zdjęcia jak z galerii luksusu. Tylko że kiedy postawi się to obok najlepszych systemów z okresu złotej ery audio, umownie z lat 1980–1999, zawsze czar prysko.

Stare, dobrze zaprojektowane kolumny, wzmacniacze, preampy i gramofony z tamtych lat mają coś, czego wiele współczesnych urządzeń nie ma: prawdziwą masę dźwięku, naturalność, muzykalność, trwałość i konstrukcyjną uczciwość. W tamtych latach  zawsze projektowano sprzęt po to, żeby grał i działał niemal do końca zycia użytkownika. Dzisiaj  projektuje się go po to, żeby dobrze wyglądał w salonie i uzasadniał astronomicze lub co najmniej bardzo wysokie ceny.

Nie wszystko złoto, co się świeci. To przysłowie pasuje dziś do rynku  bardziej niż kiedykolwiek.

Oczywiście nie twierdzę, że każdy nowy sprzęt jest zły. Nie twierdzę, że każda nowa gitara jest bezwartościowa. Istnieją znakomici lutnicy niszowi, prawdziwi specjaliści, ludzie, którzy budują instrumenty ręcznie i maja kilkadzisiąt lat doświadczenia i są wykształceni w dzidzinie budowy i tworzenia profesjonalnych gitar . Wszystko robią świadomie, z nalepszych materiałów i bez kompromisów typowych dla masowej produkcji. Tyle że ich gitary zaczynają się zazwyczaj od kilkunastu tysiecy za podstawowy model do kilkudzisięciu tysięcy za wyższe modele aż po kilkaset tysięcy za egzemplarze naprawdę ,, absolutnie topowe,,

To nie są zwykłe instrumenty seryjne dostępne z półki w masowym sklepie. One są robione w bardzo ograniczonej liczbie sztuk, a najczęście są robione wg . upodobań konkretnego muzyka.

Problem polega na tym, że wielu ludzi kupuje seryjny instrument za duże pieniądze i oczekuje jakości jak z prawdziwej manufaktury. A to są dwa różne światy i nigdy tego nie uzyskają.

Jest jeszcze jeden  bardziej bardzo niebezpieczny  trend, który od kilku lat widać w Polsce: wysyp tak zwanych ,,lutników,, (mowa oczywiście o pseudo lutnikach raczej powinni nazywać się pracowanikami fizycznymi wyspecjalizowanymi w składniu gitar z gotowych podzespołów ). Są to ludzie, którzy kupują gotowe chińskie podzespoły, skręcają je – lub sklejają , lakierują, dokładają własne logo i sprzedają jako gitarę lutniczą. Tylko że z lutnictwem nie ma to nic wspólnego. Zaznaczam NIC.

To wygląda tak, jakby ktoś mówił, że jest mistrzem stolarstwa i robi wspaniałe meble, a w rzeczywistości kupował nieposkręcane meble z IKEA, składał je, lakierował na inny kolor, przyklejał swoje logo i twierdził, że stworzył dzieło rzemiosła i wycaniał na kilka razy drożej niż produkt masowy.. Nie. To nadal będzie produkt oparty na gotowych, tanich elementach. Może wyglądać inaczej, może mieć inne logo, ale nie staje się przez to prawdziwym dziełem mistrza.To tani szajs w wysokiej cenie.

W świecie gitar jest mnóstwo pseudo-specjalistów, którzy z prawdziwym lutnictwem mają tyle wspólnego, co przypadkowy sprzedawca w alonie samochodowym z kierowcą formuły 1.

Umieją dużo i szybo mówić, umieją zlecic zrobienie zdjęć profesjonaliści aby towar się świetnie prezentował w ofercie czy katalogu. Potrafią stworzyć aurę wyjątkowości, ale nie stoi za tym żadna rzetelna wiedza ani zrozumienie  techniczne tematu.

I właśnie dlatego tak ważne jest, żeby rozumieć, skąd biorą się błędy w ocenie jakości gitary. Amator patrzy na wygląd ,połysk, logo, cenę i opis. Doświadczony cmuzyk zwraca uwagę na zupełnie inne aspekty. Wygląd jest zazwyczaj najmniej istotny.

Najważniejsze w gitarze z punktu widzenia profesjonalisty to – absolutnie idealne strojenie w każdej pozycji gitary. Stabilność brzmienia . Reakcja instrumentu na energię wkładaną w grę i artykulacja każdego dźwieku.

Amator wierzy, że nowa gitara za duże pieniądze musi być dobra. Doświadczony człowiek wie, że trzeba sprawdzić konkretny egzemplarz.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar wynikają często z wiary w marketing. Ludzie myślą, że jeśli instrument jest nowy, drogi i ładny, to będzie lepszy od starszego. A prawda jest taka, że często stara, dobra gitara z lat 90. albo początku lat 2000, dobrze przechowywana i dobrze wykonana, potrafi zdeklasować brzmieniowo i wykonaniem współczesny instrument z znaczniej wyższej cenowej półki.

Nie warto ślepo płacić za nowość. W wielu przypadkach nie warto w ogóle dopłacać do nowego sprzętu tylko dlatego, że jest nowy. Lepiej kupić instrument sprawdzony, ograny, stabilny, z dobrego okresu produkcji, z doskonałym drewnem i prawdziwą historią.

Oczywiście trzeba go umieć ocenić. Stare nie zawsze znaczy dobre. Ale dobre stare ZAWSZE znaczy więcej niż nowe, błyszczące i zarazem nijaki.

Rynek będzie szedł dalej w stronę wyglądu, marketingu i redukcji kosztów. To dotyczy gitar, wzmacniaczy, audio, samochodów i wielu innych branż. Dlatego jedyną obroną jest doświadczenie. Trzeba patrzeć głębiej. Trzeba słuchać, sprawdzać, porównywać i nie wierzyć ślepo ani logo, ani cenie, ani świeżej dacie produkcji.

Bo gitara nie ma być  nowa – ma mieć swój styl , idealnie stroić i  być bardzo dobra.

Jak ocenić klasę gitary i najczęstsze błędy amatorów w szukaniu i ustawianiu instrumentu

Gitara jest instrumentem prostym tylko pozornie. Z zewnątrz widać korpus, gryf, struny, mostek, przetworniki, klucze i lakier. Kto nie ma dużego doświadczenia, bardzo często próbuje ocenić instrument po kilku oczywistych cechach: czy struny są nisko, czy gitara jest cicha po podłączeniu, czy długo trzyma dźwięk, czy wygląda jak nowa, czy ma znane logo na główce i czy po uderzeniu w struny „na sucho” robi dobre wrażenie.

To jednak za mało. Właśnie z takiego uproszczonego podejścia biorą się najczęstsze błędy w ocenie jakości gitary. Bardzo wielu początkujących, a także sporo osób grających od lat, ale bez głębszego doświadczenia scenicznego, studyjnego albo serwisowego, myli cechy konstrukcyjne z wadami. Myli wygodę z klasą. Myli niską akcję strun z dobrym ustawieniem. Myli szum singli z awarią. Myli brzmienie idola z samą gitarą. Myli instrument z całym torem brzmieniowym.

W gitarach, tak jak w starym winie, wiek może być ogromną wartością, ale tylko wtedy, gdy spełnione są konkretne warunki. Stare wino nie jest dobre tylko dlatego, że jest stare. Musi pochodzić ze szczepu i rocznika, który nadaje się do dojrzewania. Musi być przechowywane w odpowiedniej temperaturze, bez dużych wahań, bez światła, bez przegrzewania, przy właściwej wilgotności, w odpowiedniej pozycji, w spokoju, bez ciągłego przenoszenia i narażania na zmiany warunków. Wtedy czas może działać na jego korzyść.

Z gitarami jest bardzo podobnie. Gitara mająca 40 albo 50 lat może być fenomenalna, ale nie dlatego, że sama metryka czyni z niej cudowny instrument. Po pierwsze, już w chwili produkcji musiała być dobrym, klasowym instrumentem. Po drugie, przez te wszystkie lata musiała być przechowywana w rozsądnych warunkach: bez skrajnej wilgoci, bez przesuszenia, bez wieloletniego leżenia na gorącym strychu, bez mrozu, bez piwnicznej wilgoci, bez ciągłych szoków temperatury. Nawet doskonały Stratocaster z 1970 roku, jeżeli przez lata leżał w suchym, rozgrzanym strychu, może się rozeschnąć, wypaczyć, popękać, stracić stabilność i przestać być dobrym narzędziem muzycznym. Sam wiek nie wystarczy.

Dlatego ocena klasy gitary wymaga spokojnego, uczciwego i doświadczonego spojrzenia. Nie wystarczy szukać ideału z wyobraźni. Trzeba rozumieć, czym jest instrument, czym jest ustawienie, czym jest konstrukcja, czym są kompromisy i gdzie kończy się realna wada, a zaczynają nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar.

  1. Oczekiwanie, że dobra gitara musi mieć ekstremalnie nisko ustawione struny                                                                                                                                                                                  

To jeden z największych i najczęściej powtarzanych błędów. Wielu początkujących gitarzystów uważa, że im niżej ustawione struny, tym lepsza gitara. W takim myśleniu instrument idealny to taki, w którym struny leżą niemal na progach, nie trzeba używać żadnej siły, wszystko chodzi lekko, miękko i bez oporu.

Problem polega na tym, że gitara nie działa w oderwaniu od fizyki. Struna musi drgać. Jeśli ustawimy ją zbyt nisko, zaczyna uderzać o progi. Może pojawić się brzęczenie, skrócenie wybrzmiewania, utrata dynamiki, słabszy atak i mniejsza czytelność dźwięku. Gitara może być wtedy wygodna pod palcami, ale jednocześnie mniej muzykalna.

Bardzo niska akcja strun jest zawsze kompromisem. Sprawdza się przy delikatnej technice, lekkim ataku, określonym stylu gry i dobrze wypoziomowanych progach. Nie oznacza jednak automatycznie klasy instrumentu. Gitara ustawiona trochę wyżej często oddycha lepiej, daje mocniejszy ton, dłuższy sustain i większą dynamikę. Zawodowy muzyk bardzo często wybiera ustawienie nie najniższe, ale najlepsze dla brzmienia.

Amator patrzy głównie na wygodę. Profesjonalista słucha, co dzieje się z dźwiękiem. To ogromna różnica.

  1. Myślenie, że każde brzęczenie strun oznacza wadę instrumentu                                                                 

Drugim ogromnym błędem jest przekonanie, że gitara ma być absolutnie martwa mechanicznie, czyli że żadna struna nigdy nie może lekko zabrzęczeć o próg. W praktyce szczególnie przy gitarze elektrycznej lekkie mechaniczne pobrzękiwanie, słyszalne bez wzmacniacza, nie musi mieć żadnego znaczenia muzycznego.

Gitara elektryczna nie jest oceniana przez przykładanie ucha do korpusu i słuchanie, czy przy bardzo mocnym szarpnięciu struna gdzieś minimalnie dotknie progu. Gitara elektryczna ma grać przez wzmacniacz. Jeżeli lekkie brzęczenie nie przechodzi do sygnału, nie zabija dźwięku, nie skraca wyraźnie sustainu i nie przeszkadza w normalnej grze, często nie jest to problem.

Oczywiście istnieją brzęczenia złe: martwe progi, źle nabite progi, krzywy gryf, zbyt niski rowek w siodełku, źle ustawiony mostek, uszkodzona struna. Ale trzeba umieć odróżnić realną wadę od naturalnej konsekwencji niskiej akcji strun i mocnego ataku.

Błędy w ocenie jakości gitary zaczynają się właśnie wtedy, gdy ktoś traktuje każdy mechaniczny odgłos jak dowód uszkodzenia. Instrument muzyczny pracuje. Struny drgają. Drewno rezonuje. Metalowe elementy przenoszą energię. Nie wszystko, co słychać z bliska bez wzmacniacza, jest wadą.

  1. Ocenianie gitary elektrycznej głównie bez wzmacniacza                                                       

Gitara elektryczna jest instrumentem elektrycznym. To brzmi banalnie, ale wielu ludzi zachowuje się tak, jakby o tym zapominało. Biorą gitarę do ręki, grają „na sucho”, przykładają ucho, stukają w korpus, porównują głośność akustyczną i na tej podstawie próbują oceniać brzmienie.

Oczywiście reakcja gitary bez wzmacniacza ma znaczenie. Dobry instrument często czuć w rękach. Czuć, czy gryf żyje, czy struna wraca energią, czy korpus reaguje, czy instrument ma sprężystość. Ale to nadal tylko część oceny. Najczęstrzym błędem ludzi którzy nie mają dużego doświadczenia jest wychwytywanie jakiś przydźwięków , czy lekkiego brzęczenia  strun -bez wzmacniacza. TO KOLOSALNY BŁĄD- gitarę w takim wypadku nalezy od razu podłączyć do wzmacniacza i sprawdzić czy dajej słychac brzęczenie. Jesli tak to oznacza że trzeba minimalnie podnieść wysokość siodełka- i problem znika (wystrczy 1 obrót sróbki ) – natomiast z doświadczenia wiem że jeżeli gitara była ustawiona i ma prawidłową mezurę- to przy graniu na wzmacniaczu problem w 100% znika. Ostatecznie gitara elektryczna ma współpracować z przetwornikami, kablem, wzmacniaczem, głośnikiem i ręką gitarzysty. I jeszcze jedna uwaga- struny- od nich zależy bardzo dużo. Jeżeli kupujemy uzywana zacną gitarę , należy od razu wymienic struny -na porządne markowe(proszę uważać na oferty- na rybku jest mnóstwo podróbek strun zanych producentów, nie sposób je odróżnić na oko- ale mają kilka cech charakterystycznych- -najcześciej po nastrojeniu strój rozchodzi sie w każdą stronę , nawet po ustabilizowaniu naciągu- podróbki są robione ze stali która nie nadaje się do produkowania strun). Ponieważ rynek jest zasypany podróbkami  takich producentów jak Elixir- Ernie Baal- Dadario , Fender, Gibson-  to jesli nie chcemy narazić się na zakup podróbki warto sięgnąć po profesjonalne struny  renomowanych producentów  np; Austryjacki Thomastic, czy hispański Knobloch – są to strunby których jeszcze nie ma podróbek na rynku.

Sprawdzanie gitary elektrycznej wyłącznie bez wzmacniacza jest podobne do oceniania samochodu po tym, jak lekko toczy się po garażu na luzie. Coś można wyczuć, ale nie jest to pełna próba. Gitara może być akustycznie niepozorna, a po podłączeniu zabrzmieć znakomicie. Może też być głośna „na sucho”, a elektrycznie okazać się przeciętna.

Dlatego jednym z podstawowych błędów w ocenie jakości gitary jest pomijanie realnego środowiska pracy instrumentu. Gitarę elektryczną trzeba oceniać przez wzmacniacz.

  1. Szukanie idealnego dźwięku „na sucho” i zapominanie, że instrument będzie używany przez wzmacniacz                             

Ten punkt jest blisko poprzedniego, ale dotyczy trochę innego zjawiska. Niektórzy grają na gitarze elektrycznej bez wzmacniacza i zaczynają analizować każdy detal: czy struna E brzmi wystarczająco długo, czy G nie jest minimalnie jaśniejsza, czy przy konkretnym progu nie słychać lekkiego metalu, czy korpus rezonuje tak, jak sobie wyobrażają.

Tymczasem po podłączeniu do wzmacniacza część tych rzeczy znika, a pojawiają się inne. Wzmacniacz kompresuje, wzmacnia, barwi, uwypukla środek, obcina pewne skrajne pasma, reaguje na atak. Przetworniki nie zbierają całej akustycznej prawdy instrumentu w taki sposób, jak mikrofon przy gitarze akustycznej. Gitara elektryczna jest częścią systemu.

Szczególnie przy nisko ustawionych strunach lekkie przydźwięki słyszane bez wzmacniacza mogą być całkowicie naturalne. Jeżeli ktoś chce mieć struny bardzo nisko, musi pogodzić się z tym, że instrument będzie miał mniej przestrzeni na pełne drganie struny. Nie można jednocześnie wymagać ekstremalnej wygody, potężnego sustainu, absolutnego braku pobrzękiwań i pełnego, otwartego tonu.

Właśnie tu powstają nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar: gitara ma być jednocześnie miękka jak zabawka, mocna jak instrument sceniczny, cicha jak cyfrowy moduł i dynamiczna jak dobrze ustawiony zawodowy sprzęt. To się zwykle nie składa w jedną całość.

  1. Myślenie, że tremolo służy do maksymalnego „wajchowania” w obie strony bez rozstrojenia                             

Wielu gitarzystów widzi wajchę tremolo i zakłada, że można nią robić wszystko. Mocne opuszczanie dźwięku, podciąganie w górę, gwałtowne efekty, powroty do punktu zerowego, dive bomby, szerokie wibrato — i po tym wszystkim gitara ma stroić idealnie.

To jedno z najbardziej nierealnych oczekiwań. Nie każde tremolo jest Floydem Rose. Klasyczne tremolo typu vintage, mostek dwupunktowy bez blokady, tremolo w stylu Stratocastera, Bigsby czy inne systemy bez pełnej blokady mają swoje ograniczenia. Można je dobrze ustawić. Można poprawić siodełko. Można dobrze założyć struny. Można używać blokowanych kluczy. Ale nadal nie będzie to system cudowny.

Najczęściej problem nie leży w samej obecności tremolo, tylko w niezrozumieniu jego konstrukcji. Struna pracuje na kluczu, w siodełku, na mostku, na punktach tarcia. Każde miejsce, w którym struna się klinuje, może powodować rozstrajanie. Po mocnym użyciu wajchy struna nie zawsze wraca dokładnie do tego samego położenia.

Profesjonalista wie, jakiego systemu używa i do czego. Amator często oczekuje, że każda wajcha będzie działać jak sprzęt do ekstremalnych efektów. To nie jest ocena instrumentu, tylko brak zrozumienia mechaniki.

  1. Oczekiwanie stabilności Floyd Rose bez wad Floyd Rose                       

Kolejny mit jest jeszcze ciekawszy. Wielu ludzi chce stabilności stroju jak w dobrze ustawionym Floyd Rose, ale jednocześnie nie chce żadnych niedogodności Floyda. Chcą szybkiej wymiany strun, łatwego strojenia, prostoty mostka stałego, swobodnego używania wajchy w obie strony, niskiej akcji, miękkiej pracy i braku jakichkolwiek regulacji.

Tak się nie da. Floyd Rose daje ogromne możliwości, ale ma swoją cenę. Wymaga wiedzy, dokładności, ustawienia sprężyn, blokady, cierpliwości przy zmianie strun i zrozumienia równowagi między napięciem strun a sprężynami. Mostek vintage jest prostszy i ma piękny charakter, ale nie daje tej samej odporności na ekstremalne traktowanie. Mostek stały jest stabilniejszy, ale nie daje efektów tremolo.

Każdy system ma zalety i wady. Błędem jest oczekiwanie, że gitara będzie miała wszystkie zalety wszystkich rozwiązań naraz. To jeden z podstawowych powodów, dla których pojawiają się błędy w ocenie jakości gitary. Ktoś nie ocenia konkretnego instrumentu, tylko porównuje go z nierealnym ideałem złożonym z kilku różnych konstrukcji.

  1. Zakładanie bardzo cienkich strun i oczekiwanie potężnego sustainu                                                                 

Struny 8 albo 9 są wygodne. Łatwo się podciągają, nie męczą palców, pozwalają grać szybko i miękko. Dla wielu osób to przyjemne rozwiązanie, szczególnie na początku. Ale nie można po tak cienkich strunach oczekiwać tej samej masy dźwięku, tego samego oporu, tej samej energii i tego samego sustainu, jaki daje grubszy komplet.

Struna jest źródłem energii. Jeżeli jest bardzo cienka, ma mniejszą masę i słabiej pobudza instrument. Łatwiej ją przypadkowo przeciągnąć. Łatwiej ją rozstroić samym naciskiem palca. Częściej daje cieńszy, mniej mięsisty dźwięk, szczególnie u gitarzysty, który nie ma jeszcze dobrej techniki prawej i lewej ręki.

Nie chodzi o to, że cienkie struny są zawsze złe. Nie są. Wielu znakomitych gitarzystów używało cieńszych kompletów i potrafiło uzyskać z nich wielkie brzmienie. Ale to właśnie jest sedno: oni potrafili. Mieli technikę, artykulację, kontrolę vibrato, wzmacniacz i świadomość brzmienia. Początkujący często bierze bardzo cienkie struny, ustawia je bardzo nisko i oczekuje dźwięku jak z profesjonalnej sceny. To jest fałszywe założenie.

Jeżeli ktoś chce mocnego tonu, długiego wybrzmiewania i większej stabilności pod palcem, powinien przynajmniej rozumieć, dlaczego wielu doświadczonych gitarzystów nie boi się strun 10, 11, a czasem jeszcze grubszych.

  1. Ignorowanie strun powyżej dziesiątek i przekonanie, że profesjonalny instrument musi być miękki                                                     

To bardzo ważny temat. Amatorzy bardzo często uciekają od strun grubszych niż 10, bo są trudniejsze, twardsze i wymagają silniejszej ręki. Chcą, żeby wszystko było miękkie, niskie, łatwe i natychmiast przyjemne. Tyle że prawdziwy, mocny dźwięk rzadko bierze się z maksymalnej wygody.

Wielu zawodowych gitarzystów doskonale wie, że struna musi mieć masę. Struny 11 dają inny opór, inną stabilność, inny atak, inną pełnię i często mocniejszy sustain. Nie jest przypadkiem, że gitarzyści szukający dużego tonu, mocnego środka, śpiewnego prowadzenia dźwięku i pełniejszej reakcji instrumentu często wybierają grubsze komplety. Nie dlatego, że lubią sobie utrudniać życie, ale dlatego, że brzmienie ma swoją cenę.

Początkujący bardzo często chce grać na strunach cienkich, z akcją ustawioną najniżej jak się da, a potem narzeka, że gitara nie ma sustainu, nie ma masy i nie brzmi jak zawodowy instrument. To klasyczny przykład nieprawidłowych oczekiwań amatorów względem gitar. Nie da się wycisnąć potężnego, długiego, śpiewnego tonu z ustawienia, które zabiera strunie energię już na starcie.

Profesjonalista często wybiera trochę wyżej i trochę twardziej, bo rozumie, że instrument ma nie tylko być wygodny. Ma przede wszystkim brzmieć.

  1. Oczekiwanie mocnego sustainu przy bardzo niskiej akcji i cienkich strunach                                                                             

Ten błąd jest połączeniem dwóch poprzednich. Ktoś zakłada cienkie struny, ustawia akcję bardzo nisko, chce minimalnego oporu pod palcami, a potem oczekuje długiego, grubego, śpiewnego sustainu jak z nagrań zawodowych gitarzystów.

To nie działa w prosty sposób. Sustain jest wynikiem wielu elementów: masy struny, wysokości akcji, jakości progów, ustawienia gryfu, mostka, konstrukcji instrumentu, menzury, przetworników, wzmacniacza, głośności, przesteru, kompresji i przede wszystkim techniki. Nie można jednego parametru ustawić skrajnie pod wygodę, drugiego również pod wygodę, a potem żądać maksymalnego brzmienia.

Gitara ustawiona bardzo nisko może być szybka i komfortowa, ale dźwięk czasem staje się krótszy, cieńszy i bardziej płaski. Struna nie ma miejsca na pełne drganie. Jeżeli do tego jest bardzo cienka, energia jest jeszcze mniejsza. W efekcie gracz słyszy mniej sustainu i szuka winy w gitarze, przetwornikach albo drewnie, choć problem często leży w samym zestawie oczekiwań.

Błędy w ocenie jakości gitary polegają tu na tym, że ocenia się instrument za brak czegoś, co wcześniej samemu odebrało się mu przez ustawienie i dobór strun.

  1. Oczekiwanie absolutnej ciszy po podłączeniu gitary do wzmacniacza                                                                                   

Gitara elektryczna nie jest urządzeniem laboratoryjnym pracującym w idealnej próżni elektromagnetycznej. Po podłączeniu do wzmacniacza w torze pojawia się wiele elementów: przetworniki, kabel, potencjometry, przełącznik, wzmacniacz, zasilanie, efekty, zasilacze, listwy, komputer, interfejs, monitory, oświetlenie LED, instalacja w budynku i otoczenie elektryczne.

Oczekiwanie absolutnej ciszy jest bardzo często nierealne. Szczególnie przy singlach, dużym gainie, starych konstrukcjach, mocnych przesterach albo słabej instalacji elektrycznej. Single naturalnie zbierają zakłócenia. Humbuckery są cichsze, ale też nie czynią całego toru magicznie odpornym na wszystko.

Czasem gitara jest całkowicie sprawna, a szum pochodzi z otoczenia. Wystarczy obrócić się z instrumentem o kilkadziesiąt stopni i poziom brumu się zmienia. To pokazuje, że przetworniki zbierają zakłócenia z pomieszczenia. Komputer, zasilacz laptopa, telewizor, ładowarka, router, LED-y, ściemniacze, tanie zasilacze impulsowe — wszystko to może wprowadzać przydźwięk.

Amator często robi prosty błąd: podłącza gitarę, słyszy szum i od razu uznaje, że instrument jest wadliwy. Tymczasem trzeba sprawdzić kabel, wzmacniacz, inne pomieszczenie, inne gniazdko, inne zasilanie, inny instrument, zachowanie przy dotknięciu strun, ekranowanie, masę i cały tor. Dopiero wtedy można uczciwie mówić o winie gitary.

  1. Szumy od instalacji elektrycznej, fotowoltaiki, falowników i złego uziemienia budynku                             

W ostatnich latach pojawił się dodatkowy problem, którego wielu gitarzystów w ogóle nie bierze pod uwagę: jakość instalacji elektrycznej w budynku oraz zakłócenia pochodzące od nowoczesnych urządzeń. Fotowoltaika, falowniki, magazyny energii, zasilacze impulsowe, klimatyzatory, pompy ciepła, ładowarki, LED-y, sterowniki, automatyka domowa — to wszystko może mieć wpływ na poziom szumów i przydźwięków w sprzęcie audio.

Gitara elektryczna jest bardzo czułym elementem. Przetworniki, szczególnie single, potrafią działać jak antena. Jeśli w budynku jest słabe uziemienie, stara instalacja, problemy z przewodem ochronnym, pętle masy albo duża ilość urządzeń generujących zakłócenia, wzmacniacz może buczeć, szumieć albo zbierać dziwne przydźwięki. I nie musi to oznaczać wady gitary.

Fotowoltaika i falowniki potrafią wprowadzać zakłócenia wysokiej częstotliwości do instalacji albo otoczenia. Zdarza się, że sprzęt muzyczny pracuje inaczej w dzień, inaczej wieczorem, inaczej przy obciążeniu domu, inaczej kiedy działa klimatyzacja, pompa, ładowarka albo falownik. Kto ocenia gitarę bez świadomości tych zjawisk, może całkowicie pomylić źródło problemu.

Bardzo ważne jest uziemienie budynku. Źle wykonane lub niesprawne uziemienie może powodować buczenie, trzaski, niebezpieczne napięcia na obudowach urządzeń i ogólną niestabilność toru audio. Jeżeli po dotknięciu strun szum wyraźnie się zmniejsza albo zmienia, warto sprawdzić masę instrumentu, ale także instalację, wzmacniacz i gniazdko. Jeżeli różne gitary zachowują się podobnie w tym samym pomieszczeniu, problem może być poza instrumentem.

To bardzo częsta przyczyna błędów w ocenie jakości gitary. Kupujący słyszy buczenie, obwinia gitarę, a prawdziwy winowajca siedzi w instalacji elektrycznej, falowniku, zasilaczu, kiepskiej listwie albo braku dobrego uziemienia.

  1. Mylenie naturalnego szumu singli z awarią instrumentu           

Single coil to przetwornik o określonym charakterze. Daje piękną selektywność, powietrze, szklistość, perkusyjny atak, dynamiczną reakcję i brzmienie, którego humbucker nie zastąpi. Ale single mają też swoją cenę: szumią bardziej niż humbuckery.

To nie jest wada konkretnej gitary. To cecha konstrukcji. Klasyczny single coil nie jest przetwornikiem bezszumowym. Można poprawić ekranowanie. Można stosować specjalne konstrukcje noiseless. Można lepiej ustawić tor i zasilanie. Można unikać źródeł zakłóceń. Ale klasyczny single zawsze będzie bardziej podatny na brum niż humbucker.

Amator często bierze Stratocastera albo gitarę z trzema singlami, podłącza do mocnego przesteru, staje obok komputera, pod LED-ami, przy kiepskim zasilaniu i dziwi się, że szumi. Potem mówi, że gitara jest zła. Nie jest. Po prostu nie rozumie, z czym ma do czynienia.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar bardzo często polegają na tym, że ktoś chce brzmienia singli, ale bez żadnej cechy singli. Chce szklistości, powietrza, dynamiki i charakteru, ale jednocześnie ciszy jak w aktywnym układzie bezszumowym. Tak się zwykle nie da.

  1. Porównywanie sustainu gitar o zupełnie różnych układach przetworników     

                                               Bardzo częsty błąd: ktoś grał wcześniej na gitarze z dwoma humbuckerami, a potem bierze instrument z trzema singlami i oczekuje podobnego sustainu, podobnej masy, podobnej kompresji i podobnego zachowania pod przesterem.

To nieporozumienie. Humbucker ma inną konstrukcję, inny poziom sygnału, inną odpowiedź, inną kompresję i inny charakter. Single mają często słabszy sygnał, więcej góry, więcej powietrza, mniej naturalnej kompresji i zupełnie inną reakcję na atak. Nie są gorsze. Są inne.

Gitara z singlami nie ma udawać gitary z humbuckerami. Stratocaster nie ma być Les Paulem. Telecaster nie ma być superstratem. Instrument trzeba oceniać w kontekście jego konstrukcji, a nie według oczekiwań przeniesionych z innego świata.

Jeżeli ktoś oczekuje od trzech singli sustainu, masy i gęstości jak z dwóch mocnych humbuckerów, będzie rozczarowany. Ale to nie oznacza, że gitara jest słaba. Oznacza, że oczekiwania są źle ustawione.

  1. Myślenie, że humbucker jest zawsze lepszy od singla                         

Humbucker często daje mocniejszy sygnał, mniej szumu i grubsze brzmienie. Dla muzyki rockowej, hardrockowej, jazzowej albo cięższej bywa znakomitym wyborem. Ale nie oznacza to, że jest lepszy w sensie absolutnym.

Single potrafią pokazać rzeczy, których humbucker nie odda w ten sam sposób: atak, szklistość, „dzwonek”, sprężystość, reakcję na kostkę, klarowność akordów, żywą dynamikę. Dlatego tylu wielkich gitarzystów przez dekady grało i nadal gra na singlach. Nie dlatego, że nie stać ich na humbuckery, tylko dlatego, że potrzebują innego języka brzmieniowego.

Amator często ocenia gitarę według prostego schematu: mniej szumu i więcej sygnału znaczy lepiej. To zbyt proste. W muzyce nie zawsze „więcej” znaczy „lepiej”. Czasem lepszy instrument to ten, który ma więcej niuansu, a nie ten, który najszybciej przepycha się przez wzmacniacz.

To kolejny przykład błędów w ocenie jakości gitary: ocenianie instrumentu nie według jego przeznaczenia, tylko według jednego parametru.

  1. Oczekiwanie, że gitara z trzema singlami zabrzmi jak Les Paul                                                                                       

To jeden z najbardziej klasycznych przykładów niezrozumienia konstrukcji. Gitara z trzema singlami może być fenomenalna. Może mieć piękną selektywność, fantastyczną dynamikę, jasny atak, świetne pozycje pośrednie, cudowny bluesowy albo funkowy charakter. Ale nie będzie Les Paulem z mahoniowym korpusem, krótszą menzurą i humbuckerami.

Les Paul ma inną masę dźwięku, inny środek, inną kompresję, inny sustain, inny atak. Stratocaster ma inne zalety. Oczekiwanie, że jedna konstrukcja da wszystko, co daje druga, jest błędne.

Bardzo często ktoś mówi: „ta gitara jest cienka”. A prawda jest taka, że ona nie jest cienka — ona jest selektywna, jasna, dynamiczna i ma inny charakter. Problem nie leży w gitarze, tylko w tym, że kupujący oczekuje od niej czegoś, do czego nie została stworzona.

Nie ma sensu kupować Strata i mieć pretensję, że nie jest Les Paulem. Tak samo nie ma sensu kupować Les Paula i narzekać, że nie ma szklistości Strata.

  1. Oczekiwanie, że Les Paul będzie miał lekkość i szklistość Strata       

Ten błąd działa również w drugą stronę. Ktoś kupuje gitarę z humbuckerami, mahoniowym korpusem, krótszą menzurą i grubszym środkiem, a potem dziwi się, że nie ma takiej sprężystości, „szklanki” i perkusyjnego ataku jak klasyczny Stratocaster.

Les Paul nie jest gorszy dlatego, że brzmi grubiej. Stratocaster nie jest gorszy dlatego, że brzmi jaśniej. To różne instrumenty. Inne narzędzia do innych zadań. Wysoka klasa instrumentu polega na tym, że gitara znakomicie realizuje własny charakter, a nie na tym, że potrafi udawać każdą inną gitarę świata.

Bardzo wiele nieporozumień zakupowych bierze się z tego, że ktoś nie wie, jakiego brzmienia naprawdę szuka. Podoba mu się wygląd jednej gitary, dźwięk drugiej, wygoda trzeciej i cena czwartej. Potem próbuje znaleźć instrument, który ma wszystko naraz.

Tak powstają nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar. Zamiast zrozumieć charakter konstrukcji, próbuje się zmusić instrument do roli, której nie powinien pełnić.

  1. Kupowanie gitary sygnowanej nazwiskiem artysty i oczekiwanie brzmienia idola       Lukater ; Slash itp..           

Ktoś słyszy Pata Metheny’ego, Davida Gilmoura, Marka Knopflera albo Slasha. Zachwyca się brzmieniem. Potem kupuje gitarę podobną do tej, której używa dany artysta, albo nawet model sygnowany jego nazwiskiem. Po podłączeniu do własnego wzmacniacza przychodzi rozczarowanie: „dlaczego to tak nie brzmi?”.

Odpowiedź jest prosta: bo brzmienie wielkiego gitarzysty nie pochodzi wyłącznie z gitary. Gitara jest ważna, ale to tylko część całości. Liczy się technika, artykulacja, sposób dotykania strun, vibrato, frazowanie, dynamika, wzmacniacz, kolumna, głośnik, efekty, ustawienie, głośność, studio, mikrofony, realizacja, miks i lata doświadczenia.

Slash nie brzmi jak Slash tylko dlatego, że trzyma Les Paula. Gilmour nie brzmi jak Gilmour tylko dlatego, że ma Stratocastera. Knopfler nie brzmi jak Knopfler tylko dlatego, że gra palcami na gitarze z singlami. Metheny nie brzmi jak Metheny wyłącznie przez model gitary. To są całe światy brzmieniowe i całe życiorysy muzyczne.

Gitara sygnowana może być świetna. Może być bardzo dobrym instrumentem. Ale nie zamienia właściciela w artystę. To jeden z najważniejszych błędów w ocenie jakości gitary: ocenianie instrumentu przez pryzmat nagrań człowieka, którego styl, technika i sprzęt są nieporównywalne z warunkami amatora.

  1. Ignorowanie wzmacniacza w ocenie brzmienia                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         

W gitarze elektrycznej wzmacniacz jest połową instrumentu. To zdanie powinno być powtarzane każdemu, kto zaczyna oceniać gitary. Sama gitara nie istnieje w próżni. Ten sam instrument podłączony do małego tranzystorowego wzmacniacza treningowego, dobrego lampowego comba, dużej paczki 4×12, procesora cyfrowego, interfejsu audio albo wzmacniacza akustycznego zabrzmi zupełnie inaczej.

Amator bardzo często wydaje ogromne pieniądze na gitarę, a potem podłącza ją do słabego wzmacniacza i oczekuje brzmienia z płyty. To nie ma sensu. Świetna gitara potrzebuje odpowiedniego toru, żeby pokazać klasę. Zły wzmacniacz może spłaszczyć dynamikę, obciąć pasmo, dodać brzydki środek, zamulić atak albo zrobić z każdej gitary podobny, nijaki dźwięk.

Nie można uczciwie ocenić instrumentu, jeżeli wzmacniacz jest przypadkowy, źle ustawiony albo po prostu słaby. Czasem gitara, która wydaje się przeciętna, po podłączeniu do dobrego wzmacniacza nagle otwiera się i pokazuje pełnię. Czasem odwrotnie — instrument robi dobre wrażenie na kiepskim przesterze, ale na dobrym sprzęcie wychodzą jego ograniczenia.

Ocena gitary bez oceny wzmacniacza to jedna z najprostszych dróg do błędnych wniosków.

  1. Ignorowanie głośnika i kolumny                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                   

Jeszcze większym błędem jest pomijanie głośnika. Wielu gitarzystów mówi godzinami o drewnie, lakierze, przetwornikach, kablach i kondensatorach, a zapomina, że głośnik gitarowy potrafi zmienić brzmienie bardziej niż wiele drobnych modyfikacji w samej gitarze.

Inaczej zabrzmi Celestion, inaczej Jensen, inaczej Eminence, inaczej stary głośnik w dobrym combo, inaczej mała paczka, inaczej duża kolumna 4×12. Głośnik ma własne pasmo, kompresję, środek, górę, dół, reakcję na głośność i charakter przesterowania. To on ostatecznie zamienia sygnał elektryczny w dźwięk w pomieszczeniu.

Jeżeli ktoś porównuje dwie gitary na zupełnie różnych wzmacniaczach albo kolumnach, często nie porównuje gitar, tylko całe zestawy. Jeżeli ktoś słyszy brzmienie z koncertu, ale w domu używa małego comba z małym głośnikiem, nie powinien się dziwić, że efekt jest inny.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar bardzo często wynikają z ignorowania całego toru. Gitara jest ważna, ale sama nie zrobi wszystkiego. Wzmacniacz i głośnik mają ogromny wpływ na końcowy efekt.

  1. Myślenie, że droższa gitara zawsze będzie łatwiejsza do grania                         

Droga gitara nie musi być najłatwiejsza. Może być lepsza, szlachetniejsza, stabilniejsza, bardziej dynamiczna, lepiej wykonana i bardziej muzykalna, ale nie musi być miękka jak instrument dla początkującego. Czasem wręcz przeciwnie: gitara wysokiej klasy pokazuje więcej, wymaga więcej i mniej wybacza.

Drogi instrument może mieć grubszy gryf, wyższą akcję, większe struny, klasyczny radius, bardziej wymagające progi, mocniejszą reakcję na atak i charakter, który trzeba umieć wykorzystać. Początkujący może wziąć taką gitarę i powiedzieć: „niewygodna”. Zawodowiec weźmie ten sam instrument i usłyszy ogromną dynamikę, stabilność dźwięku i klasę.

Wygoda jest ważna, ale nie jest jedyną miarą jakości. Gitara nie ma tylko rozpieszczać palców. Ma przenosić emocje, reagować na rękę, trzymać strój, stroić na progach, mieć dobry atak, sustain, charakter i muzyczny sens.

Największy błąd polega na tym, że amator często oczekuje od drogiej gitary, że będzie grała sama. Tymczasem dobry instrument nie zastępuje techniki. On ją pokazuje. Jeśli ręka jest dobra, gitara odda to pięknie. Jeśli technika jest słaba, gitara może pokazać również słabości.

To dlatego ocena klasy instrumentu wymaga doświadczenia. Nie wystarczy zapytać, czy gitara jest miękka. Trzeba zapytać, czy jest dobra.

  1. Myślenie, że dobra gitara ma grać sama                           

To bardzo częste złudzenie. Ktoś kupuje lepszy instrument i oczekuje, że nagle wszystko stanie się proste: dźwięk sam będzie długi, akordy same będą czyste, vibrato samo będzie szerokie i równe, bendy same będą trafione, a gitara sama zacznie brzmieć jak płyta.

Dobry instrument pomaga. Potrafi inspirować. Może lepiej reagować na rękę, mieć lepszy sustain, lepszą dynamikę, stabilniejszy strój, dokładniejsze progi i bardziej szlachetny ton. Ale nie zastępuje muzyka. Gitara nie gra za człowieka.

Czasem instrument wysokiej klasy wręcz mocniej pokazuje błędy. Tania, zamulona gitara potrafi wiele rzeczy ukryć, bo wszystko brzmi podobnie. Lepsza gitara jest bardziej czuła. Jeżeli ktoś gra nierówno, za mocno dociska, źle tłumi struny albo ma słabe vibrato, dobry instrument pokaże to bardzo wyraźnie.

Dlatego jednym z podstawowych błędów w ocenie jakości gitary jest oczekiwanie, że klasa instrumentu automatycznie zamaskuje braki techniczne gitarzysty. To tak nie działa. Gitara wysokiej klasy jest narzędziem, które więcej oddaje, ale też więcej wymaga.

  1. Ocenianie gitary wyłącznie po wygodzie pierwszych pięciu minut                                                                         

Wielu ludzi bierze gitarę do ręki i po kilku minutach wydaje wyrok. Jeśli struny są bardzo nisko, gryf jest cienki, a instrument lekki, mówią: „świetna gitara”. Jeśli gryf jest większy, struny trochę wyżej, a instrument wymaga mocniejszej ręki, mówią: „słaba, niewygodna”.

To bardzo powierzchowne podejście. Pierwsze wrażenie jest ważne, ale nie wystarcza do oceny klasy gitary. Niektóre instrumenty są natychmiast łatwe, ale po dłuższym graniu okazują się płaskie brzmieniowo, mało dynamiczne i bez charakteru. Inne na początku wymagają przyzwyczajenia, ale po godzinie zaczynają pokazywać głębię, stabilność, odpowiedź i prawdziwą muzykalność.

Gitara nie jest tylko przedmiotem do szybkiego testu w sklepie. To narzędzie, które poznaje się ręką, uchem i czasem. Trzeba sprawdzić, jak reaguje na różną siłę ataku, jak pracuje potencjometr volume, jak zmienia się barwa przy tone, jak zachowuje się na czystym kanale, na lekkim crunchu i na mocniejszym przesterze.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar często biorą się z tego, że oceniają oni komfort natychmiastowy, a nie klasę instrumentu w realnym graniu.

  1. Oczekiwanie, że gitara używana będzie wyglądać jak nowa

Gitara używana jest instrumentem, który miał już życie. Jeśli była grana, może mieć mikrorysy, ślady na lakierze, lekkie przetarcia, utlenione elementy metalowe, drobne ślady na progach, minimalne ryski na płytce, ślady od paska albo normalne oznaki kontaktu z ręką.

To nie musi mieć żadnego wpływu na jej klasę. Gitara to nie porcelanowa figurka. To instrument użytkowy. Oczywiście stan trzeba opisywać uczciwie. Pęknięcie gryfu, uszkodzony pręt, zniszczone progi, wadliwa elektronika czy poważne uszkodzenia konstrukcyjne to realne problemy. Ale normalne ślady używania nie są tym samym.

Amator często myli stan kolekcjonerski ze stanem muzycznym. Gitara może wyglądać prawie jak nowa i być przeciętna. Może też mieć ślady grania i być znakomita. Wielu świetnych gitarzystów wybiera instrumenty, które były grane, bo właśnie takie gitary często mają już swoją stabilność, historię i sprawdzoną konstrukcję.

Błędy w ocenie jakości gitary zaczynają się wtedy, gdy ktoś bardziej przejmuje się mikrorysą niż gryfem, progami, rezonansem, strojem i brzmieniem.

  1. Ocenianie klasy gitary po połysku lakieru                                                                                                                               

Ładny lakier robi wrażenie. Błyszczący korpus, piękne wykończenie, idealne zdjęcia, czysty osprzęt i efektowny kolor potrafią sprzedać instrument szybciej niż rzeczy, które naprawdę decydują o jego wartości muzycznej.

Ale połysk nie gra. Lakier może być piękny, a instrument martwy. Gitara może wyglądać skromnie, a być znakomita. Można wypolerować przeciętną gitarę i zrobić z niej atrakcyjny przedmiot na zdjęciach, ale to nie zmieni jej konstrukcji, drewna, progów, elektroniki, gryfu i reakcji pod ręką.

Bardzo często osoba bez doświadczenia ogląda instrument jak mebel. Patrzy, czy nie ma rys, czy lakier jest idealny, czy metal się błyszczy. To zrozumiałe, ale nie wystarcza. W gitarze najważniejsze jest to, czego nie widać na pierwszy rzut oka: stabilność gryfu, jakość progów, rezonans, ustawienie, elektronika, reakcja na atak, równowaga pasma i ogólny muzyczny sens.

Ładna gitara może być dobra. Ale nie jest dobra dlatego, że jest ładna.

  1. Mylenie „ładna gitara” z „dobra gitara”                       
                                   

To jeden z najbardziej banalnych, ale też najgroźniejszych błędów zakupowych. Gitara może mieć piękny top, efektowne wykończenie, złoty osprzęt, binding, perłowe markery i świetnie wyglądać na zdjęciach. Ale jeśli nie stroi, ma słaby gryf, przeciętne progi, martwy atak albo kiepską elektronikę, jej wygląd nie rozwiąże problemu.

Z drugiej strony istnieją instrumenty wizualnie skromne, czasem wręcz nudne, które po wzięciu do ręki okazują się znakomite. Mają dobry gryf, stabilność, równy dźwięk, świetny atak, dobre wybrzmiewanie i po prostu chce się na nich grać.

Amator często kupuje oczami. Profesjonalista kupuje ręką i uchem. Oczywiście wygląd ma znaczenie. Gitara ma inspirować. Muzyk powinien lubić instrument, na którym gra. Ale wygląd nie może zastąpić klasy.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar często zaczynają się od tego, że najpierw zakochują się w zdjęciu, a dopiero potem próbują wmówić sobie, że ta gitara musi być dobra, bo pięknie wygląda.

  1. Szukanie idealnego instrumentu zamiast dobrego instrumentu         

Część ludzi nie szuka dobrej gitary. Szuka instrumentu nierealnego. Ma być idealnie wygodny, idealnie cichy, idealnie strojący, idealnie lekki, idealnie piękny, z idealnym sustainem, bez żadnych śladów, bez żadnej regulacji, najlepiej tani, najlepiej stary, najlepiej znanej marki, najlepiej w stanie nowym, ale w cenie okazji.

Taki instrument najczęściej istnieje tylko w wyobraźni. Gitara jest zawsze kompromisem. Każda konstrukcja coś daje i coś zabiera. Tremolo daje efekty, ale komplikuje stabilność. Mostek stały daje stabilność, ale nie daje wajchy. Single dają szklistość, ale szumią. Humbuckery dają masę, ale nie mają tej samej selektywności. Grubsze struny dają dźwięk, ale wymagają ręki. Niska akcja daje wygodę, ale może zabierać wybrzmiewanie.

Dojrzałe podejście polega na tym, żeby wiedzieć, czego naprawdę się potrzebuje. Innej gitary potrzebuje człowiek grający jazz, innej blues, innej metal, innej funk, innej muzykę akustyczną, innej nagrania studyjne, a innej koncerty.

Największe błędy w ocenie jakości gitary powstają wtedy, gdy ktoś nie wie, czego szuka, ale jest pewien, że instrument ma spełnić wszystkie możliwe oczekiwania naraz.

  1. Brak zrozumienia, że każda konstrukcja ma swój charakter     

Telecaster, Stratocaster, Les Paul, SG, Superstrat, hollow body, semi-hollow, gitara z Floyd Rose, gitara z mostkiem stałym, gitara barytonowa, gitara akustyczna, elektroakustyczna, nylonowa — każda z tych konstrukcji ma własną logikę.

Nie można uczciwie oceniać ich według jednego schematu. Telecaster ma inny atak niż Les Paul. Stratocaster ma inną sprężystość niż SG. Hollow body ma inne zachowanie niż solid body. Superstrat z Floydem ma inne zalety niż klasyczny instrument vintage. Gitara jazzowa nie musi zachowywać się jak gitara do metalu.

Błąd polega na tym, że wielu amatorów oczekuje od każdej gitary tego samego: niskich strun, długiego sustainu, braku szumu, mocnego dołu, szklistości, łatwych bendów, stabilnego stroju i uniwersalności. Ale to są często sprzeczne wymagania.

Klasa instrumentu polega na tym, że gitara dobrze realizuje własną konstrukcję. Dobry Telecaster ma być dobrym Telecasterem. Dobry Strat ma być dobrym Stratem. Dobry Les Paul ma być dobrym Les Paulem. Nie każdy instrument musi być wszystkim.

  1. Oczekiwanie idealnej intonacji w każdych warunkach           

Gitara jest instrumentem kompromisowym. Progi są rozmieszczone według określonego systemu, struny mają różną grubość, różne napięcie, różną wysokość, a gitarzysta dociska je z różną siłą. Do tego dochodzi menzura, siodełko, mostek, zużycie strun, temperatura i sposób gry.

Dlatego oczekiwanie matematycznie idealnej intonacji na każdym progu, przy każdej sile nacisku i w każdym akordzie jest nierealne. Można gitarę dobrze ustawić. Można poprawić menzurę. Można zadbać o siodełko. Można dobrać struny. Ale gitara nie stanie się laboratoryjnym generatorem częstotliwości.

Bardzo często problemem nie jest instrument, ale ręka. Początkujący zbyt mocno dociska struny, szczególnie na gitarze z cienkimi strunami i wyższymi progami. Wtedy dźwięk idzie za wysoko. Gitarzysta mówi: „gitara nie stroi”. A tak naprawdę sam przeciąga dźwięk palcem.

To jeden z bardzo ważnych błędów w ocenie jakości gitary: obwinianie instrumentu za problemy wynikające z techniki.

  1. Za mocne dociskanie strun i obwinianie gitary o fałszowanie         

Wielu początkujących dociska struny tak, jakby chcieli wcisnąć je w drewno. Im większe napięcie, stres, brak obycia i brak kontroli lewej ręki, tym mocniejszy nacisk. Przy wysokich progach, cienkich strunach i niskiej akcji wystarczy niewielkie przesadzenie, żeby dźwięk był za wysoki.

Potem pojawia się wniosek: gitara fałszuje. Ale to nie zawsze prawda. Jeśli ten sam instrument w rękach doświadczonego gitarzysty stroi poprawnie, problem nie leży w gitarze. Leży w nacisku, artykulacji i kontroli.

Dobra gitara reaguje precyzyjnie. To zaleta, ale dla osoby bez techniki może być to trudne. Instrument pokazuje każdy błąd. Jeżeli ktoś dociska nierówno, szarpie struny, za mocno robi bendy albo źle tłumi, będzie słyszał nieczystości.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar polegają tu na tym, że chcą instrumentu, który będzie ignorował błędy ręki. Taki instrument nie istnieje. Można kupić gitarę łatwiejszą, bardziej wybaczającą, ale muzyki i tak nie da się oszukać.

  1. Nieumiejętne zakładanie strun i obwinianie kluczy                         

Gdy gitara się rozstraja, pierwszym podejrzanym są zwykle klucze. To wygodne, proste i intuicyjne. Problem w tym, że bardzo często klucze wcale nie są winne.

Struny mogą być źle założone. Może być zbyt dużo zwojów na trzpieniu. Zwoje mogą nachodzić na siebie. Struna może się układać przez długi czas, bo nie została rozciągnięta po założeniu. Może klinować się w siodełku. Może przeskakiwać na mostku. Tremolo może nie wracać do punktu zerowego. Struny mogą być nowe i jeszcze niestabilne.

Dobre założenie strun to podstawowa umiejętność. Przy zwykłych kluczach liczba zwojów powinna być rozsądna, struna powinna układać się czysto, bez bałaganu, bez krzyżowania i bez luzów. Po założeniu trzeba ją delikatnie rozciągnąć i kilkukrotnie dostroić. Dopiero wtedy można oceniać stabilność.

Błędy w ocenie jakości gitary bardzo często wynikają z braku tej podstawowej czynności. Ktoś źle założy struny, nie rozciągnie ich, użyje wajchy, gitara się rozstroi i natychmiast ogłasza, że instrument ma wadę.

  1. Myślenie, że blokowane klucze rozwiązują wszystkie problemy ze strojem                 

Blokowane klucze są bardzo wygodne. Przyspieszają wymianę strun, zmniejszają liczbę zwojów na trzpieniu i ograniczają jeden z możliwych punktów poślizgu. Ale nie są magicznym lekarstwem na wszystko.

Jeśli siodełko jest źle nacięte, struna będzie się klinować. Jeśli mostek źle pracuje, gitara będzie się rozstrajać. Jeśli tremolo nie wraca do punktu zerowego, blokowane klucze tego nie naprawią. Jeśli struny nie są rozciągnięte, nadal będą siadały. Jeśli gitarzysta bardzo mocno szarpie albo dociska, także może powodować problemy.

Wielu ludzi kupuje blokowane klucze z przekonaniem, że od teraz gitara będzie zawsze idealnie stroić. Potem są rozczarowani. Problem polega na tym, że stabilność stroju jest wynikiem całego systemu, a nie jednego elementu.

Klucze są ważne, ale równie ważne jest siodełko, mostek, sposób założenia strun, rodzaj tremolo, jakość strun, ustawienie instrumentu i technika gry.

  1. Ignorowanie siodełka                     

Siodełko jest jednym z najważniejszych elementów gitary, a jednocześnie jednym z najczęściej ignorowanych. Wielu gitarzystów patrzy na przetworniki, mostek, klucze, kolor, lakier i logo, a nie zwraca uwagi na mały element na końcu gryfu, przez który przechodzą struny.

A to właśnie siodełko bardzo często decyduje o stabilności stroju, komforcie gry na pierwszych progach i poprawnej pracy struny. Jeśli rowki są zbyt ciasne, struna się klinuje. Jeśli są zbyt głębokie, może brzęczeć. Jeśli są zbyt wysokie, gitara jest twarda w pierwszej pozycji i może fałszować przy dociskaniu. Jeśli są źle wyprofilowane, strojenie będzie niestabilne.

Przy używaniu tremolo siodełko jest szczególnie ważne. Struna musi swobodnie wracać do pozycji wyjściowej. Jeżeli po podciągnięciu albo użyciu wajchy dźwięk nie wraca, bardzo często problem nie jest w kluczach, tylko właśnie w siodełku.

To klasyczny przykład sytuacji, w której amator ocenia gitarę błędnie, bo nie rozumie najważniejszych punktów tarcia i pracy struny.

  1. Ocenianie gitary po samych przetwornikach

Przetworniki są ważne. Potrafią zmienić charakter instrumentu, poziom sygnału, ilość góry, środka, dołu, szumu i kompresji. Ale gitara to nie tylko pickupy.

Dobry instrument z przeciętnymi przetwornikami może być świetną bazą. Można wymienić elektronikę i uzyskać bardzo dobry efekt. Słaby instrument z drogimi pickupami nadal może pozostać słaby. Jeżeli gitara nie rezonuje, ma słaby gryf, kiepskie progi, niestabilny mostek i martwy atak, same przetworniki nie zrobią z niej klasowego instrumentu.

Amator często myśli, że wystarczy włożyć znane pickupy i gitara stanie się profesjonalna. To tak nie działa. Przetwornik zbiera to, co daje struna i instrument. Jeśli baza jest słaba, elektronika może coś poprawić, ale nie stworzy cudownie muzykalnego drewna i mechaniki.

Błędy w ocenie jakości gitary pojawiają się wtedy, gdy ktoś patrzy na markę pickupów i ignoruje całą resztę. Dobre przetworniki są wartością, ale nie zastępują dobrego instrumentu.

  1. Wiara, że drewno nie ma żadnego znaczenia

W ostatnich latach bardzo modne stało się twierdzenie, że w gitarze elektrycznej drewno nie ma znaczenia, bo przecież dźwięk zbierają przetworniki. To uproszczenie. Oczywiście przetworniki, wzmacniacz i głośnik mają ogromny wpływ na brzmienie. Ale gitara elektryczna nadal jest instrumentem mechanicznym.

Struna drga między siodełkiem a mostkiem. Energia struny przechodzi przez gryf, korpus, mostek, progi i cały układ konstrukcyjny. Masa, sztywność, stabilność, połączenie gryfu z korpusem, jakość drewna, sposób suszenia, sezonowanie i konstrukcja wpływają na to, jak struna oddaje energię, jak długo wybrzmiewa, jak reaguje na atak i jak instrument czuje się pod ręką.

Nie chodzi o magiczne opowieści. Chodzi o mechanikę. Gitara elektryczna nie jest samym przetwornikiem zawieszonym w powietrzu. To układ mechaniczno-elektryczny. Jeżeli dwa instrumenty mają te same pickupy, ale jeden jest martwy, niestabilny i głuchy, a drugi sprężysty, dynamiczny i dobrze rezonujący, różnica będzie wyczuwalna.

Ignorowanie drewna to jeden skrajny błąd. Tak samo błędny jak wiara, że drewno jest wszystkim.

  1. Wiara, że drewno znaczy wszystko

Drugi skrajny mit mówi, że jeśli gitara ma „magiczne drewno”, to cała reszta przestaje mieć znaczenie. To też nieprawda. Drewno i konstrukcja są ważne, ale bez dobrego wykonania, progów, ustawienia, osprzętu, elektroniki, wzmacniacza i techniki nie będzie dobrego efektu.

Można mieć świetny kawałek drewna i zepsuć instrument złym wykonaniem. Można mieć dobry korpus, ale fatalne progi. Można mieć świetny gryf, ale źle nacięte siodełko. Można mieć dobrą gitarę, ale założyć martwe struny i podłączyć ją do słabego wzmacniacza. Wtedy potencjał instrumentu nie zostanie pokazany.

Prawdziwa klasa gitary wynika z całości. Drewno, konstrukcja, sezonowanie, gryf, progi, mostek, elektronika, pickupy, ustawienie i ręka gitarzysty muszą razem stworzyć sensowny system.

Dlatego dojrzała ocena nie polega ani na mówieniu „drewno nie ma znaczenia”, ani na mówieniu „liczy się tylko drewno”. Oba twierdzenia są zbyt prymitywne. W gitarze liczy się suma elementów.

  1. Oczekiwanie, że każda gitara vintage jest automatycznie lepsza

Stare gitary potrafią być wspaniałe. Potrafią mieć coś, czego trudno szukać w nowym instrumencie: otwartość, stabilność, dojrzałość materiału, naturalne wybrzmiewanie, charakter i historię. Ale samo słowo „vintage” nie czyni instrumentu dobrym.

Stara gitara mogła być przeciętna już w dniu produkcji. Mogła być źle przechowywana. Mogła mieć źle naprawiany gryf, wymieniane progi bez zachowania jakości, uszkodzony pręt, przesuszone drewno, pęknięcia, problemy z elektroniką albo osprzęt dobrany przypadkowo. Mogła przez lata leżeć w wilgotnej piwnicy albo na gorącym strychu.

To bardzo ważne: czas działa na korzyść tylko dobrego materiału i dobrze przechowywanego instrumentu. Tak jak stare wino nie jest dobre tylko dlatego, że jest stare, tak stara gitara nie jest dobra tylko dlatego, że ma 50 lat.

Jeżeli instrument był klasowy od początku i przez lata miał właściwe warunki, może być znakomity. Jeżeli był słaby albo został zniszczony warunkami, jego wiek nie uratuje go magicznie.

  1. Dlaczego wiele współczesnych seryjnych gitar brzmi słabiej niż dobre instrumenty sprzed 15–20 lat

To temat trudny, ale bardzo ważny. Wielu ludzi nie rozumie, jak bardzo zmieniła się technologia produkcji instrumentów, szczególnie w zakresie przygotowania drewna. Dawniej dobry materiał często leżakował znacznie dłużej. Drewno miało czas, żeby naturalnie oddać wilgoć, ustabilizować się, uspokoić i dojrzeć. Współczesna produkcja seryjna działa inaczej: szybciej, taniej, bardziej przemysłowo, bardziej powtarzalnie, ale nie zawsze lepiej muzycznie.

Oczywiście dzisiejsze gitary mają wiele zalet. Obróbka CNC daje powtarzalność. Progi bywają równe. Elektronika potrafi być nowoczesna. Osprzęt bywa bardzo dobry. Kontrola jakości w wielu firmach jest przewidywalna. Ale to nie zmienia faktu, że na starcie instrument jest uzależniony od jakości drewna. Jeżeli drewno jest suszone przemysłowo szybko, w suszarniach, zamiast przez długie sezonowanie, różnica może być ogromna.

W dobrym instrumencie drewno nie jest dekoracją. To fundament. Gryf musi być stabilny. Korpus musi właściwie reagować. Instrument musi pracować jako całość. Drewno przygotowane szybko może być poprawne technicznie, ale nie zawsze ma tę samą dojrzałość, stabilność i muzyczną odpowiedź co materiał sezonowany latami.

Dlatego bardzo często dobra gitara sprzed 15–20 lat, a tym bardziej starsza, jeśli była dobrze wykonana i właściwie przechowywana, może mieć większą muzyczną wartość niż nowy seryjny instrument z salonu. Nowa gitara może być ładniejsza, równiejsza wizualnie, perfekcyjnie powtarzalna i wyposażona w nowoczesną elektronikę. Ale poza elektroniką i technologiczną precyzją może mieć słabszy punkt wyjścia: drewno przygotowane szybciej, bardziej przemysłowo i bez naturalnego dojrzewania.

To nie znaczy, że każda nowa gitara jest zła. To byłoby uproszczenie. Są znakomite współczesne instrumenty. Są małe manufaktury, lutnicy i drogie serie, które przykładają dużą wagę do materiału. Ale w masowej produkcji seryjnej bardzo często widać różnicę między instrumentem „poprawnym” a instrumentem, który ma prawdziwą głębię i klasę.

Błędy w ocenie jakości gitary polegają tu na ślepym założeniu, że nowe musi być lepsze. W instrumentach muzycznych to wcale nie jest oczywiste. Nowe może być bardziej równe, czyste i przewidywalne. Ale starsze, dobrze wykonane i dobrze przechowywane, może mieć duszę, stabilność i brzmienie, których nie da się wyprodukować w pośpiechu.

  1. Myślenie, że każda nowoczesna gitara jest lepsza od starej

Dzisiejszy rynek uczy ludzi, że nowsze znaczy lepsze. Telefon nowszy jest szybszy. Komputer nowszy jest wydajniejszy. Samochód nowszy ma więcej systemów. Wiele osób przenosi to myślenie na gitary. To błąd.

Gitara nie jest telefonem. Nie starzeje się w ten sam sposób. Dobrze wykonany instrument może z wiekiem dojrzewać, stabilizować się i nabierać charakteru. Drewno, jeśli było dobrze przygotowane i dobrze przechowywane, może po latach pracować piękniej niż w nowym instrumencie. Gryf może być już ustabilizowany. Instrument, który przez lata nie sprawiał problemów, sam daje dowód swojej trwałości.

Nowoczesna gitara może mieć świetną ergonomię, blokowane klucze, nowoczesny mostek, cichsze pickupy, precyzyjną obróbkę i bardzo dobre wykończenie. Ale to nie oznacza automatycznie, że muzycznie będzie lepsza od starszego, klasowego egzemplarza.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar często wynikają z myślenia konsumenckiego: nowe równa się lepsze. W instrumentach bywa dokładnie odwrotnie. Czasem to, co starsze, sprawdzone i stabilne, jest znacznie bezpieczniejszym wyborem muzycznym.

  1. Ocenianie instrumentu po kraju produkcji

Kraj produkcji może coś sugerować, ale nie może zastąpić oceny konkretnego egzemplarza. USA, Japonia, Korea, Meksyk, Indonezja, Chiny — każde z tych miejsc ma lepsze i gorsze instrumenty. Są świetne gitary japońskie, znakomite koreańskie, bardzo dobre meksykańskie i przeciętne amerykańskie. Są też słabe instrumenty z krajów, które mają świetną reputację.

Amator często myśli etykietami. „USA — dobre”, „Japonia — dobre”, „Meksyk — średnie”, „Korea — budżet”, „Chiny — słabe”. Takie uproszczenia są niebezpieczne. Rynek gitar jest dużo bardziej skomplikowany. Liczy się model, rocznik, seria, fabryka, standard kontroli jakości, użyte materiały, stan instrumentu i konkretny egzemplarz.

Czasem instrument z mniej prestiżowego kraju produkcji może być świetnie wykonany i muzycznie bardzo dobry. Czasem gitara z prestiżowym napisem na główce może rozczarować. Logo i kraj produkcji są informacją, ale nie są wyrokiem.

Prawdziwa ocena gitary zaczyna się dopiero wtedy, gdy bierzemy instrument do ręki, sprawdzamy gryf, progi, stabilność, brzmienie, ustawienie i reakcję. Kraj produkcji to tylko jeden z elementów układanki.

  1. Myślenie, że marka załatwia wszystko

Dobra marka ma znaczenie. Jest historią, doświadczeniem, standardem, rozpoznawalnością i często wyższą wartością rynkową. Ale marka nie gra sama. Nie każdy instrument znanej firmy jest wybitny. Nie każdy egzemplarz z dobrej serii jest równie dobry. Nie każdy rocznik jest taki sam.

Wielu kupujących patrzy przede wszystkim na logo. Jeśli widzą znaną nazwę, zakładają, że gitara musi być dobra. Jeśli marka jest mniej znana, od razu mają wątpliwości. To zrozumiałe, ale nie zawsze rozsądne. Marka zwiększa prawdopodobieństwo jakości, ale nie gwarantuje jej w każdym konkretnym instrumencie.

Gitara to zawsze egzemplarz. Dwa instrumenty z tej samej serii, z tego samego rocznika i tej samej fabryki mogą różnić się reakcją, wagą, rezonansem, stabilnością gryfu i ogólnym charakterem. Jeden będzie przeciętny, drugi bardzo dobry, trzeci wyjątkowy.

Błędy w ocenie jakości gitary często biorą się z wiary w logo. Tymczasem doświadczony muzyk i sprzedawca wie, że trzeba oceniać konkretną sztukę. Marka pomaga, ale nie zwalnia z myślenia.

  1. Ocenianie gitary wyłącznie po opiniach z internetu

Internet może być pomocny, ale może też bardzo zaszkodzić. Dzisiaj każdy może napisać opinię o gitarze, wzmacniaczu, przetwornikach albo marce. Problem polega na tym, że bardzo często wypowiadają się ludzie, którzy nie mieli w rękach wielu dobrych instrumentów, nie potrafią ich ustawić, nie rozumieją różnic konstrukcyjnych i powtarzają cudze hasła.

Jedni piszą, że dana marka jest genialna. Inni piszą, że jest beznadziejna. Jedni twierdzą, że drewno nie ma żadnego znaczenia. Inni twierdzą, że tylko drewno się liczy. Jedni uważają, że gitara musi mieć niską akcję strun. Inni, że każda gitara poniżej określonej wagi jest bez sensu. Bardzo często są to opinie skrajne, uproszczone i oderwane od realnej oceny instrumentu.

Największy problem polega na tym, że amator czyta takie opinie i zaczyna oceniać gitarę nie własnym uchem, tylko cudzym zdaniem. Zamiast sprawdzić gryf, progi, stabilność, sustain, dynamikę, elektronikę i zachowanie na wzmacniaczu, szuka potwierdzenia w forach, komentarzach i filmach.

Błędy w ocenie jakości gitary bardzo często biorą się z tego, że człowiek nie buduje własnego doświadczenia. Internet może podpowiedzieć, na co zwrócić uwagę, ale nie zastąpi ręki, ucha i praktyki. Opinie są dodatkiem. Nie mogą być głównym narzędziem oceny instrumentu.

  1. Myślenie, że setup gitary jest jednorazowy i wieczny

Gitara jest instrumentem z drewna, metalu i elementów mechanicznych. Pracuje pod napięciem strun, reaguje na temperaturę, wilgotność, transport, zmianę strun i czas. Dlatego ustawienie gitary nie jest czymś wykonanym raz na zawsze.

Wielu amatorów kupuje instrument i oczekuje, że jeśli kiedyś był ustawiony dobrze, to będzie tak zawsze. To nieprawda. Gryf może minimalnie zmienić krzywiznę. Akcja strun może się podnieść albo obniżyć. Menzura może wymagać korekty po zmianie strun. Tremolo może wymagać ponownego wyważenia. Siodełko może inaczej pracować przy innym komplecie strun.

Setup to normalna obsługa instrumentu, a nie dowód awarii. Tak jak samochód wymaga geometrii, ciśnienia w oponach i przeglądów, tak gitara wymaga regulacji. Szczególnie jeśli ktoś zmienia grubość strun, strój, klimat pomieszczenia albo styl gry.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar bardzo często polegają na tym, że traktują każdą potrzebę regulacji jak wadę. Tymczasem dobrze ustawiony instrument to instrument dopasowany do konkretnego człowieka, konkretnych strun, konkretnego stroju i konkretnego sposobu grania.

  1. Niezrozumienie wpływu wilgotności i temperatury

Drewno reaguje na warunki. To podstawowa rzecz, którą trzeba zrozumieć przy gitarach. Zbyt suche powietrze może powodować kurczenie się drewna, wystawanie końcówek progów, zmiany akcji strun, pęknięcia, problemy z podstrunnicą i ogólną niestabilność. Zbyt wysoka wilgotność może powodować puchnięcie drewna, zmianę geometrii, podnoszenie akcji, problemy z lakierem i matowienie reakcji instrumentu.

Gitara przechowywana w domu, gdzie zimą działa mocne ogrzewanie, może zachowywać się inaczej niż latem. Instrument wysłany z innego kraju, po przejściu przez magazyny, samochody kurierskie i różnice temperatur, może wymagać czasu, żeby się ustabilizować. To normalne.

Bardzo wielu ludzi nie bierze tego pod uwagę. Otwierają karton, wyjmują gitarę po transporcie, od razu oceniają akcję strun, gryf i strojenie. Tymczasem instrument czasem powinien spokojnie poleżeć, dojść do temperatury pokojowej i dopiero potem być oceniany oraz regulowany.

Błędy w ocenie jakości gitary wynikają tu z braku cierpliwości i braku wiedzy o materiale. Gitara nie jest kawałkiem plastiku. To instrument, który oddycha i reaguje na otoczenie.

  1. Oczekiwanie, że gitara po wysyłce będzie idealnie ustawiona

Transport potrafi zmienić zachowanie instrumentu. Gitara może jechać przez różne temperatury, wilgotność, magazyny, sortownie, samochody kurierskie i kraje. Może leżeć w chłodzie, potem trafić do ciepłego domu. Może być kilka razy przenoszona. Nawet jeśli była bardzo dobrze ustawiona przed wysyłką, po dostawie może wymagać drobnej korekty.

To szczególnie dotyczy instrumentów z niską akcją, cienkim gryfem, tremolo, świeżymi strunami albo bardzo precyzyjnym setupem. Wystarczy niewielka zmiana krzywizny gryfu, żeby gitara zaczęła zachowywać się inaczej. Nie oznacza to automatycznie wady.

Amator często oczekuje, że gitara po wyjęciu z kartonu będzie idealnie dopasowana do jego ręki, stylu, stroju i wzmacniacza. To nierealne. Setup sprzedawcy jest punktem wyjścia. Ostateczne ustawienie powinno być dopasowane do nowego właściciela.

To bardzo częsty błąd w ocenie jakości gitary: mylenie normalnej potrzeby regulacji po transporcie z uszkodzeniem albo nieuczciwym opisem instrumentu.

  1. Brak zrozumienia, że progi się zużywają

Progi są elementem eksploatacyjnym. Jeżeli gitara była grana, szczególnie często i intensywnie, na progach mogą pojawić się ślady. To normalne. Nie każdy ślad na progu oznacza tragedię, ale też nie każdy ślad można zignorować.

Trzeba umieć odróżnić normalne, lekkie zużycie od problemu wymagającego szlifu albo wymiany progów. Delikatne ślady pod strunami mogą nie przeszkadzać w grze. Głębokie rowki, martwe miejsca, brzęczenie na konkretnych progach albo problemy z intonacją mogą już wymagać pracy lutniczej.

Amatorzy często popełniają dwa przeciwne błędy. Jedni panikują przy najmniejszym śladzie na progu i uznają gitarę za zniszczoną. Drudzy nie widzą poważnego zużycia, bo patrzą głównie na lakier i logo. Oba podejścia są złe.

W ocenie instrumentu progi są bardzo ważne. To one decydują o komforcie, czystości dźwięku, stroju, możliwości ustawienia akcji i ogólnym odczuciu pod palcami. Gitara z pięknym korpusem, ale ze zniszczonymi progami może wymagać kosztownego serwisu. Gitara z normalnymi śladami używania, ale z dobrymi progami, może być świetnym instrumentem.

  1. Oczekiwanie, że gitara używana nie będzie wymagała żadnej obsługi

Kupując gitarę używaną, trzeba rozumieć, że instrument może wymagać podstawowej obsługi: nowych strun, czyszczenia, regulacji gryfu, ustawienia akcji, korekty menzury, przeczyszczenia potencjometrów, sprawdzenia siodełka albo ustawienia wysokości przetworników.

To nie zawsze jest wada. To normalne życie instrumentu. Gitara używana może być znakomita, ale nadal może wymagać przygotowania pod nowego właściciela. Inny człowiek grał na innych strunach, w innym stroju, z inną siłą ataku, na innym wzmacniaczu i w innych warunkach.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar często polegają na tym, że chcą kupić instrument używany w atrakcyjnej cenie, ale oczekują stanu, obsługi i świeżości jak po indywidualnym serwisie lutniczym wykonanym specjalnie dla nich. To nie jest realne.

Trzeba rozróżnić dwie rzeczy: normalną obsługę i realną wadę. Nowe struny, regulacja i czyszczenie to obsługa. Uszkodzony gryf, niesprawny pręt, pęknięcie konstrukcyjne albo martwy pickup to wada. Kto tego nie odróżnia, będzie ciągle mylił zwykłe czynności serwisowe z problemem instrumentu.

  1. Mylenie regulacji z naprawą

Regulacja gitary to nie naprawa uszkodzonego instrumentu. To ustawienie narzędzia muzycznego do pracy. Regulujemy krzywiznę gryfu, wysokość strun, menzurę, tremolo, wysokość przetworników, czasem siodełko. Wszystko po to, żeby instrument pasował do konkretnego sposobu gry.

Naprawa zaczyna się wtedy, gdy coś jest uszkodzone: pęknięcie, niesprawny pręt, zerwany gwint, uszkodzony pickup, wadliwy przełącznik, złamany gryf, odklejony mostek, poważnie uszkodzone progi. To zupełnie inna kategoria.

Bardzo wielu amatorów mówi: „gitara wymaga naprawy”, gdy w rzeczywistości wymaga tylko regulacji. To duża różnica. Jeżeli po zmianie strun gitara wymaga ustawienia menzury, nie jest zepsuta. Jeżeli po transporcie trzeba lekko skorygować pręt, nie jest zepsuta. Jeżeli akcja strun nie odpowiada nowemu właścicielowi, nie znaczy to, że instrument ma wadę.

Błędy w ocenie jakości gitary bardzo często biorą się właśnie z tego pomylenia pojęć. Regulacja jest częścią normalnego użytkowania gitary. Naprawa jest usunięciem usterki.

  1. Oczekiwanie, że przetworniki ustawione najwyżej dadzą najlepsze brzmienie

Wielu gitarzystów myśli, że jeśli przetwornik będzie bliżej strun, gitara zabrzmi mocniej i lepiej. Do pewnego stopnia to prawda: bliżej strun oznacza zwykle większy sygnał. Ale za wysoko ustawione przetworniki mogą spowodować więcej szkody niż pożytku.

Magnesy przetwornika przyciągają struny. Jeśli pickup jest za blisko, może skracać sustain, powodować dziwne falowanie dźwięku, problemy z intonacją, nierówną dynamikę i nieprzyjemny atak. W singlach efekt ten potrafi być bardzo wyraźny. Gitara może wtedy brzmieć sztucznie, nerwowo albo płasko.

Wysokość przetworników to regulacja brzmienia, nie wyścig. Czasem lepiej obniżyć pickup, żeby uzyskać więcej powietrza, dynamiki i naturalnego wybrzmiewania. Mocniejszy sygnał nie zawsze oznacza lepszy ton.

To kolejny przykład nieprawidłowych oczekiwań amatorów względem gitar: myślenie, że wszystko trzeba ustawić maksymalnie. Najniższe struny, najwyższe pickupy, najwięcej gainu, najwięcej basu. Tymczasem dobra gitara bardzo często wymaga umiaru.

  1. Niezrozumienie, że mocniejszy sygnał nie zawsze oznacza lepszy dźwięk

W muzyce bardzo łatwo pomylić „więcej” z „lepiej”. Mocniejszy pickup, więcej sygnału, więcej gainu, więcej basu, więcej kompresji — to wszystko na pierwszy moment może robić wrażenie. Ale po dłuższym graniu często okazuje się, że znikają niuanse.

Pickup o bardzo mocnym sygnale może dawać potężny atak i szybkie nasycenie wzmacniacza, ale może też zabierać dynamikę, selektywność i naturalną reakcję instrumentu. Słabszy przetwornik czasem daje więcej muzyki, bo lepiej pokazuje rękę, artykulację, pracę potencjometru volume i charakter drewna.

Amator często oczekuje, że gitara będzie od razu głośna, mocna i agresywna. Profesjonalista często szuka czegoś innego: reakcji, zakresu dynamiki, kontroli, czytelności i możliwości budowania dźwięku ręką.

Błędy w ocenie jakości gitary pojawiają się wtedy, gdy instrument o subtelniejszym, bardziej dynamicznym charakterze zostaje oceniony jako słaby tylko dlatego, że nie krzyczy od pierwszego uderzenia.

  1. Oczekiwanie, że gitara ma dobrze brzmieć na każdym tanim przesterze

Zły przester potrafi zniszczyć brzmienie każdej gitary. Słaby efekt, źle ustawiony multiefekt, kiepski wzmacniacz albo przypadkowy preset mogą sprawić, że nawet bardzo dobry instrument zabrzmi płasko, plastikowo, ostro albo bez życia.

Wielu amatorów podłącza gitarę do przypadkowego przesteru, daje dużo gainu, dużo basu, dużo góry, a potem ocenia instrument. To nie jest uczciwa ocena gitary. To ocena całego, źle ustawionego toru. Jeżeli sygnał jest już na początku zgnieciony, przesterowany i pozbawiony dynamiki, trudno usłyszeć klasę instrumentu.

Dobra gitara często najlepiej pokazuje się na czystym kanale, lekkim crunchu i dobrym wzmacniaczu, gdzie słychać atak, sustain, barwę, reakcję na potencjometr volume i różnice między pozycjami przetworników. Dopiero potem warto sprawdzać mocniejsze przestery.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar często polegają na tym, że chcą, aby instrument obronił się nawet w fatalnych warunkach. Owszem, dobra gitara może pomóc, ale nie naprawi złego toru.

  1. Ustawianie wzmacniacza oczami, a nie uchem

Wielu gitarzystów ustawia wzmacniacz według schematu z internetu. Bas na tyle, środek na tyle, góra na tyle, gain na tyle. Potem dziwią się, że gitara brzmi źle. Problem polega na tym, że nie istnieje jedno ustawienie wzmacniacza dobre dla każdej gitary, każdego pomieszczenia i każdego stylu.

Inaczej ustawia się Stratocastera z singlami, inaczej Les Paula z humbuckerami, inaczej gitarę hollow body, inaczej superstrata z mocnymi pickupami. Inaczej gra mały wzmacniacz w pokoju, inaczej duży wzmacniacz na scenie. Inaczej brzmi sprzęt cicho, a inaczej po rozkręceniu.

Ustawianie oczami to poważny błąd. Pokrętła nie są ozdobą ani stałym przepisem. Trzeba słuchać. Jeśli gitara jest jasna, może potrzebować mniej góry. Jeśli jest ciemna, może potrzebować więcej obecności. Jeśli humbucker muli, trzeba uważać z basem. Jeśli single kłują, trzeba opanować górę i gain.

Błędy w ocenie jakości gitary często wynikają z tego, że ktoś nie umie ustawić wzmacniacza. Potem winę ponosi instrument, choć prawdziwy problem leży w gałkach, głośniku i uchu grającego.

  1. Myślenie, że brzmienie z płyty da się uzyskać w pokoju przy małej głośności

Brzmienie z płyty to nie tylko gitara. To wzmacniacz, kolumna, mikrofon, pomieszczenie, kompresja, korekcja, miks, mastering i ręka gitarzysty. Bardzo często to, co słyszymy na nagraniu, jest efektem całego procesu studyjnego.

W pokoju, przy małej głośności, z małego wzmacniacza albo z modelera ustawionego przypadkowo, nie uzyska się automatycznie tego samego efektu. Głośnik gitarowy inaczej zachowuje się cicho, a inaczej przy odpowiedniej głośności. Wzmacniacz lampowy inaczej reaguje, gdy pracuje naprawdę, a inaczej gdy ledwo oddycha. Ucho człowieka też inaczej odbiera bas i górę przy różnym poziomie głośności.

Amator często kupuje gitarę, bo zna brzmienie z nagrania, a potem w domu jest rozczarowany. Ale to nie zawsze wina gitary. To różnica między gotowym, wyprodukowanym brzmieniem z płyty a surowym dźwiękiem w pokoju.

To jeden z najczęstszych powodów fałszywych ocen. Gitara może być świetna, ale nie odtworzy sama całej produkcji muzycznej.

  1. Oczekiwanie koncertowego brzmienia z małego wzmacniacza treningowego

Mały wzmacniacz treningowy jest przydatny. Pozwala ćwiczyć, sprawdzić gitarę, pograć w domu, nie zajmuje miejsca i nie kosztuje fortuny. Ale nie wolno oczekiwać od niego brzmienia dużego, profesjonalnego zestawu scenicznego.

Gitara za kilka albo kilkanaście tysięcy złotych podłączona do bardzo słabego wzmacniacza nie pokaże pełnej klasy. Może zabrzmieć poprawnie, ale nie odda całej dynamiki, pasma, głębi i reakcji instrumentu. To tak, jakby oceniać wysokiej klasy aparat fotograficzny na kiepskim monitorze z fatalnymi kolorami.

Wzmacniacz treningowy często ma mały głośnik, ograniczone pasmo, prostą elektronikę i mało przestrzeni w dźwięku. Może spłaszczać różnice między gitarami. Czasem dobra gitara i przeciętna gitara zabrzmią na nim podobnie, bo to wzmacniacz jest wąskim gardłem.

Błędy w ocenie jakości gitary pojawiają się wtedy, gdy ktoś oczekuje, że sama gitara przeskoczy ograniczenia całego toru. Nie przeskoczy. W gitarze elektrycznej wzmacniacz i głośnik są nieodłączną częścią brzmienia.

  1. Ocenianie gitary na starych, martwych albo źle dobranych strunach

Struny mają ogromny wpływ na brzmienie. Stary komplet może sprawić, że nawet bardzo dobra gitara zabrzmi matowo, głucho, nierówno i bez życia. Brud, pot, utlenienie i zużycie odbierają strunie jasność, sprężystość, stabilność stroju i sustain.

Nie można uczciwie ocenić instrumentu na przypadkowych, martwych strunach. Szczególnie w gitarze używanej pierwszy krok to często wymiana kompletu i podstawowa regulacja. Dopiero wtedy można mówić, co naprawdę potrafi instrument.

Równie ważny jest dobór grubości. Gitara ustawiona pod 10 może zachowywać się inaczej po założeniu 9 albo 11. Zmienia się napięcie, krzywizna gryfu, praca tremolo, menzura i odczucie pod palcami. Jeśli ktoś zmienia struny i nie reguluje instrumentu, sam tworzy problemy.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar często polegają na tym, że oceniają instrument w najgorszym możliwym stanie: stare struny, zły wzmacniacz, złe ustawienie, przypadkowy kabel i brak regulacji. Potem wniosek jest jeden: gitara słaba. A często słabe są warunki testu.

  1. Oczekiwanie, że każda gitara dobrze zniesie każdy strój

Zmiana stroju to nie tylko przekręcenie kluczy. Jeśli ktoś schodzi do Eb, D standard, drop D, drop C albo zakłada inne struny, cały instrument zaczyna pracować inaczej. Zmienia się napięcie strun, reakcja gryfu, ustawienie mostka, menzura, wysokość strun i stabilność stroju.

Nie każda gitara, ustawiona fabrycznie pod standardowy strój i konkretną grubość strun, będzie od razu idealnie działać w niższym stroju. Przy zbyt cienkich strunach w niskim stroju dźwięk może być luźny, niestabilny, brzęczący i bez ataku. Przy zbyt grubych strunach bez regulacji może pojawić się nadmierne napięcie, problemy w siodełku i zmiana krzywizny gryfu.

Amator często zmienia strój i struny, a potem mówi, że gitara źle gra. Tymczasem instrument po prostu nie został ustawiony pod nowe warunki.

To podstawowy błąd w ocenie jakości gitary. Nie można zmienić parametrów pracy instrumentu i oczekiwać, że wszystko pozostanie takie samo.

  1. Zakładanie grubych strun bez regulacji

Grubsze struny mogą dać większy ton, mocniejszy atak, lepszą stabilność i dłuższy sustain. Ale mają też większe napięcie. Jeśli gitara była ustawiona pod cienki komplet, założenie grubszego może wymagać regulacji gryfu, mostka, menzury, a czasem także siodełka.

Struna musi swobodnie przechodzić przez rowek siodełka. Jeśli rowek jest za wąski, będzie się klinować. Strojenie stanie się niestabilne, a przy podciąganiu lub użyciu tremolo dźwięk może nie wracać. Większe napięcie może też zmienić krzywiznę gryfu, co wpłynie na akcję strun i brzęczenie.

Niektórzy robią prosty błąd: zakładają 11 albo 12 zamiast 9, nie regulują niczego, a potem narzekają, że gitara jest twarda, źle stroi albo dziwnie pracuje. To nie jest wina grubszych strun. To brak dopasowania instrumentu.

Profesjonalne podejście polega na tym, że grubość strun, strój i setup traktuje się jako jeden system. Nie zmienia się jednego elementu bez sprawdzenia reszty.

  1. Oczekiwanie idealnego komfortu przy każdym stylu gry

Nie ma jednego ustawienia gitary dobrego dla wszystkich. Gitarzysta grający bardzo lekko może mieć niższą akcję i cieńsze struny. Ktoś grający mocno rytmicznie będzie potrzebował więcej miejsca dla struny. Muzyk grający slide ustawi gitarę inaczej niż gitarzysta grający szybkie solówki. Bluesman używający szerokich bendów będzie miał inne oczekiwania niż metalowiec grający równo i technicznie.

Amator często pyta: „jak powinna być ustawiona gitara?”. Odpowiedź brzmi: pod konkretnego człowieka. Oczywiście istnieją rozsądne zakresy i standardy, ale ostateczne ustawienie zależy od ręki, stylu, strun, stroju i oczekiwanego brzmienia.

Jeżeli ktoś mocno atakuje struny, a chce akcji ustawionej jak u delikatnego shreddera, będzie miał brzęczenie. Jeżeli ktoś gra bardzo lekko, a gitara jest ustawiona wysoko pod mocną rękę, będzie czuł dyskomfort. To nie musi oznaczać wady instrumentu.

Błędy w ocenie jakości gitary wynikają często z przekonania, że istnieje jedno idealne ustawienie. Nie istnieje. Istnieje ustawienie właściwe dla konkretnego gitarzysty.

  1. Brak świadomości własnej techniki

To jeden z najtrudniejszych tematów, bo wielu ludzi nie chce go słyszeć. Czasem problem nie leży w gitarze, ale w rękach. Za mocny atak, za mocny nacisk lewej ręki, nierówne tłumienie, brak kontroli nad niegranymi strunami, niedokładne bendy, słabe vibrato, przypadkowa dynamika — to wszystko wpływa na brzmienie.

Gitara jest bardzo szczerym instrumentem. Pokazuje, jak człowiek dotyka strun. Jeżeli ręka jest niepewna, dźwięk też będzie niepewny. Jeżeli atak jest chaotyczny, sustain będzie nierówny. Jeżeli palce dociskają za mocno, akordy mogą fałszować. Jeżeli gitarzysta nie tłumi strun, pojawią się niechciane dźwięki i szumy.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar bardzo często wynikają z braku umiejętności odróżnienia problemu instrumentu od problemu techniki. Ktoś bierze gitarę, nie potrafi wydobyć z niej dobrego dźwięku i uznaje, że instrument jest słaby. Potem doświadczony gitarzysta bierze tę samą gitarę i po minucie brzmi dobrze.

To bywa bolesne, ale jest prawdziwe. Sprzęt jest ważny, ale ręce są ważniejsze.

  1. Oczekiwanie, że gitara ukryje błędy artykulacji

Dobra gitara nie zawsze jest łatwiejsza w sensie ukrywania błędów. Często jest bardziej dokładna. Pokazuje więcej szczegółów. Reaguje szybciej. Oddaje różnice w ataku. Pokazuje, czy ktoś gra czysto, czy nie.

Początkujący może uznać taką gitarę za trudną albo „niewybaczającą”. Ale to właśnie może być jej zaletą. Instrument wysokiej klasy nie zamula wszystkiego i nie przykrywa problemów. On daje możliwość pełnej kontroli, ale wymaga od gitarzysty większej świadomości.

Jeżeli ktoś oczekuje, że gitara załatwi czystość gry, będzie rozczarowany. Gitara może pomóc, może inspirować, może lepiej reagować, ale nie zagra czysto za człowieka. Artykulacja, tłumienie, dynamika i frazowanie to praca muzyka.

Błędy w ocenie jakości gitary pojawiają się wtedy, gdy ktoś traktuje precyzję instrumentu jako wadę. Czasem gitara nie jest zła. Ona tylko pokazuje prawdę.

  1. Mylenie głośnego instrumentu z dobrym instrumentem

Gitara głośna „na sucho” może robić świetne pierwsze wrażenie. Korpus rezonuje, struny mocno odzywają się bez wzmacniacza, wszystko wydaje się żywe. To może być dobry znak, ale nie jest jedynym kryterium.

Głośność akustyczna w gitarze elektrycznej nie zawsze przekłada się wprost na najlepsze brzmienie po podłączeniu. Ważna jest nie tylko ilość dźwięku, ale jego jakość: atak, równowaga pasma, długość wybrzmiewania, stabilność, charakter środka, reakcja na dynamikę i współpraca z przetwornikami.

Niektóre gitary są bardzo głośne bez wzmacniacza, ale po podłączeniu okazują się ostre, płaskie albo nierówne. Inne akustycznie są spokojniejsze, ale elektrycznie pracują pięknie, mają świetny środek i bardzo dobrą reakcję na wzmacniaczu.

Dlatego ocenianie gitary tylko po tym, jak głośno brzmi bez kabla, jest uproszczeniem. To jeden z wielu parametrów, ale nie wyrok. Klasa instrumentu ujawnia się dopiero w całości: w ręku, pod wzmacniaczem, w dynamice, w stroju i w długim kontakcie z muzyką.

  1. Mylenie ciężkiej gitary z gitarą o lepszym sustainie

Bardzo popularny mit mówi, że ciężka gitara musi mieć lepszy sustain. Wiele osób bierze instrument do ręki, czuje dużą wagę i od razu zakłada, że to musi być „poważna” gitara, z mocnym tonem i długim wybrzmiewaniem. To zbyt proste myślenie.

Waga może mieć znaczenie, ale nie działa to na zasadzie: im cięższa gitara, tym lepsza. Zbyt ciężki instrument może być martwy, sztywny, mało rezonujący i męczący w graniu. Lżejsza gitara może mieć piękną odpowiedź, szybki atak, dobrą dynamikę i bardzo muzyczny sustain. Liczy się nie tylko masa, ale sposób, w jaki cały instrument pracuje.

Drewno, gryf, połączenie gryfu z korpusem, mostek, progi, ustawienie, struny i przetworniki tworzą jeden układ. Sama waga nie mówi jeszcze, czy gitara jest dobra. Można znaleźć ciężkie instrumenty bez życia i lżejsze instrumenty z ogromnym charakterem.

To kolejny przykład, jak powstają błędy w ocenie jakości gitary. Zamiast słuchać i sprawdzać konkretny egzemplarz, ktoś trzyma się prostego hasła: cięższa znaczy lepsza. W gitarach takie uproszczenia bardzo często prowadzą do złych wniosków.

  1. Oczekiwanie, że gitara z komorami rezonansowymi będzie brzmiała identycznie jak pełny korpus

Gitara z komorami rezonansowymi, semi-hollow albo hollow body nie jest tym samym, co pełny korpus solid body. Ma inną odpowiedź, inną dynamikę, inny atak, inną podatność na sprzężenia i często inne odczucie pod ręką. Nie jest z tego powodu gorsza. Jest po prostu inna.

Komory mogą dawać więcej powietrza, lżejszą reakcję, bardziej otwarty środek, większą akustyczność i inną plastyczność dźwięku. Ale mogą też zmieniać sposób, w jaki gitara zachowuje się pod mocnym gainem. Instrument może szybciej łapać sprzężenia, inaczej reagować na głośność i inaczej współpracować z przesterem.

Amator często oczekuje, że gitara semi-hollow da mu jednocześnie lekkość, powietrze, wielki sustain, brak sprzężeń, pełną stabilność przy dużym gainie i zachowanie jak klasyczny Les Paul. To nierealne. Każda konstrukcja ma swoje prawa.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar polegają tu na tym, że ktoś chce zalet konstrukcji półpudłowej, ale nie chce żadnych jej naturalnych konsekwencji. A instrument trzeba oceniać zgodnie z tym, czym jest, a nie z tym, czym ktoś chciałby, żeby był.

  1. Niezrozumienie sprzężeń

Sprzężenie nie zawsze oznacza wadę gitary. Przy dużej głośności, mocnym gainie, hollow body, semi-hollow, mocnych przetwornikach albo staniu blisko wzmacniacza sprzężenie może być zjawiskiem całkowicie naturalnym. Czasem wręcz jest elementem muzyki.

Trzeba odróżnić sprzężenie muzyczne od problemu technicznego. Gitara może pięknie wchodzić w kontrolowany feedback, który zawodowy gitarzysta wykorzystuje świadomie. Ale może też sprzęgać chaotycznie, gwizdać, piszczeć albo wzbudzać się przez źle zalane przetworniki, luźne elementy albo problemy konstrukcyjne. To są dwie różne rzeczy.

Początkujący często słyszy sprzężenie i od razu uznaje, że instrument jest uszkodzony. Tymczasem czasem wystarczy zmienić ustawienie względem wzmacniacza, zmniejszyć gain, obniżyć głośność, zmienić korekcję albo inaczej tłumić struny. Problem nie zawsze leży w gitarze.

Błędy w ocenie jakości gitary wynikają bardzo często z braku rozróżnienia między zjawiskiem naturalnym a wadą. Sprzężenie w gitarze elektrycznej jest częścią świata gitarowego. Trzeba tylko umieć je kontrolować.

  1. Oczekiwanie, że gitara elektroakustyczna zabrzmi jak akustyk nagrany dobrym mikrofonem studyjnym

To jeden z najczęstszych błędów przy gitarach elektroakustycznych. Ktoś słyszy piękne nagranie gitary akustycznej, zrobione dobrym mikrofonem, w dobrym pomieszczeniu, przez człowieka, który potrafi ustawić instrument i nagranie. Potem podłącza gitarę elektroakustyczną kablem do wzmacniacza albo miksera i dziwi się, że brzmienie jest inne.

System piezo, preamp i wyjście liniowe nie są tym samym, co mikrofon ustawiony przed pudłem rezonansowym. Piezo bardzo często daje brzmienie bardziej twarde, bezpośrednie, czasem plastikowe, czasem ostre, czasem bardzo praktyczne scenicznie, ale niekoniecznie naturalne jak nagranie mikrofonowe.

Gitara elektroakustyczna jest kompromisem. Ma działać na scenie, w zespole, przy nagłośnieniu, czasem w trudnych warunkach, bez dużej podatności na sprzężenia. Nie zawsze będzie brzmiała z kabla tak, jak gitara akustyczna w studiu. Do dobrego efektu często potrzebny jest dobry DI-box, korekcja, odpowiedni wzmacniacz akustyczny, system nagłośnienia albo połączenie sygnału z przetwornika i mikrofonu.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar polegają tu na myleniu dwóch światów: brzmienia akustycznego w powietrzu i brzmienia elektroakustycznego z kabla. To nie jest to samo.

  1. Ocenianie elektroakustyka tylko „z pudła” albo tylko „z kabla”

Gitara elektroakustyczna ma dwa życia. Jedno akustyczne, kiedy gramy bez podłączenia. Drugie elektryczne, kiedy instrument pracuje przez preamp, przetwornik, kabel i nagłośnienie. Dobra ocena takiej gitary powinna obejmować oba światy.

Niektóre elektroakustyki brzmią bardzo przyjemnie akustycznie, ale po podłączeniu są przeciętne. Inne na sucho nie robią wielkiego wrażenia, ale na scenie sprawdzają się znakomicie, bo mają stabilny sygnał, dobrą elektronikę, małą podatność na sprzężenia i czytelność w miksie. To nie są przypadki. To różne priorytety konstrukcji.

Amator często ocenia elektroakustyka tak, jakby to był wyłącznie akustyk pokojowy, albo odwrotnie — patrzy tylko na elektronikę i ignoruje instrument jako taki. Oba podejścia są niepełne.

Jeżeli gitara ma być używana głównie w domu, ważne jest brzmienie akustyczne. Jeżeli ma być używana na scenie, ogromne znaczenie ma brzmienie z kabla i odporność na problemy sceniczne. Jeśli ma służyć do nagrań, trzeba jeszcze inaczej ją sprawdzić. Błędy w ocenie jakości gitary biorą się często z tego, że ktoś nie wie, do czego instrument naprawdę ma służyć.

  1. Oczekiwanie, że każda gitara akustyczna będzie miękka jak elektryczna

Gitara akustyczna ma inną konstrukcję niż elektryczna. Ma inne napięcie strun, inną akcję, inną pracę pudła rezonansowego i inną rolę samej struny. W akustyku struna musi poruszyć top instrumentu. To wymaga energii. Dlatego gitara akustyczna zwykle nie będzie tak miękka jak superstrat z cienkimi strunami i niską akcją.

Początkujący często bierze do ręki dobrą gitarę akustyczną i mówi, że jest twarda. Czasem rzeczywiście instrument wymaga regulacji, ale często problem polega na złym porównaniu. Akustyk nie ma być elektrykiem. Ma dawać pełne brzmienie z pudła, dynamikę, projekcję i odpowiedź na prawą rękę.

Jeżeli ustawimy gitarę akustyczną zbyt nisko i założymy zbyt cienkie struny, możemy poprawić komfort, ale często odbierzemy jej głos. Dźwięk stanie się mniejszy, słabszy, mniej dynamiczny. To znów ten sam kompromis: wygoda kontra brzmienie.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar bardzo często polegają na tym, że chcą od akustyka komfortu elektryka, ale brzmienia dużego, pełnego akustyka. To nie zawsze da się pogodzić.

  1. Oczekiwanie potężnego basu z małego korpusu

Rozmiar korpusu ma znaczenie. Mała gitara akustyczna może być bardzo wygodna, szybka, selektywna, skupiona i świetna do grania palcami. Może mieć piękny środek i bardzo dobrą czytelność. Ale nie będzie miała tego samego potężnego dołu co duży dreadnought, jumbo albo inny instrument z dużym pudłem.

Amator często wybiera mały korpus, bo jest wygodniejszy, a potem narzeka, że brakuje basu. To nie musi być wada. To naturalna konsekwencja rozmiaru i konstrukcji. Mały korpus daje inne zalety. Duży korpus daje inne zalety.

W gitarach nie można mieć wszystkiego naraz. Jeśli ktoś chce ogromnego basu i dużej projekcji, powinien brać pod uwagę większy instrument. Jeśli chce wygody, szybkości odpowiedzi i czytelności, mały korpus może być idealny, ale trzeba rozumieć jego ograniczenia.

Błędy w ocenie jakości gitary często wynikają z oczekiwania, że mały instrument będzie brzmiał jak duży. Fizyka pudła rezonansowego jest bezlitosna.

  1. Mylenie jasnego brzmienia z brakiem klasy

Nie każda dobra gitara musi brzmieć ciemno, tłusto i grubo. Jasne instrumenty też mogą być wysokiej klasy. Mogą mieć znakomity atak, selektywność, szybkość, dzwonek, sprężystość i czytelność w miksie. To szczególnie ważne w gitarach z singlami, Telecasterach, Stratocasterach, niektórych akustykach i instrumentach przeznaczonych do grania zespołowego.

Amator bardzo często mówi „cienka”, kiedy tak naprawdę gitara jest jasna i selektywna. Nie rozumie, że w zespole takie brzmienie może przebić się lepiej niż grube, ciemne i pozornie imponujące brzmienie grane solo w pokoju.

Jasne brzmienie nie oznacza automatycznie biedy. Może być oznaką bardzo dobrej odpowiedzi, świetnego ataku i wysokiej czytelności. Oczywiście gitara może być też zbyt ostra, pusta i rzeczywiście cienka. Trzeba umieć to odróżnić.

To właśnie jest sedno tematu: błędy w ocenie jakości gitary biorą się z braku języka i doświadczenia. Ktoś nie potrafi nazwać cechy, więc nazywa ją wadą.

  1. Mylenie ciemnego brzmienia z brzmieniem szlachetnym

Ten sam błąd działa w drugą stronę. Wielu ludzi uważa, że jeśli gitara brzmi ciemno, grubo i miękko, to znaczy, że jest szlachetna. Nie zawsze. Ciemne brzmienie może być piękne, ale może być też zamulone, martwe, bez ataku i bez życia.

Szczególnie przy humbuckerach, cięższych gitarach, zbyt wysoko ustawionych pickupach, złym wzmacniaczu albo nadmiarze basu bardzo łatwo pomylić pełnię z mułem. Gitara może robić wrażenie sama w pokoju, ale w zespole ginąć kompletnie. Nie słychać wtedy artykulacji, akordy zlewają się, a solówki nie mają przebicia.

Dobre ciemne brzmienie ma głębię, ale nadal ma czytelność. Ma masę, ale nie traci ataku. Jest ciepłe, ale nie martwe. To różnica, której nie da się ocenić samym pierwszym wrażeniem.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar często polegają na tym, że szukają brzmienia dużego solo, nie rozumiejąc, że muzyka dzieje się często w miksie, z innymi instrumentami.

  1. Oczekiwanie, że jedna gitara będzie dobra do każdego gatunku muzyki

Istnieją gitary uniwersalne, ale nie istnieje instrument idealny do wszystkiego. Gitara świetna do jazzu nie musi być najlepsza do metalu. Gitara do ciężkiego grania nie musi mieć subtelności starego hollow body. Stratocaster nie musi zastąpić Les Paula. Les Paul nie musi zastąpić Telecastera. Gitara z Floydem nie musi być najlepsza do klasycznego bluesa. Akustyk jumbo nie musi być idealny do delikatnego fingerstyle.

Każda konstrukcja ma swoje mocne strony. Uniwersalność zawsze oznacza pewien kompromis. Instrument, który robi dużo rzeczy dobrze, rzadko robi każdą z nich ekstremalnie najlepiej. I to jest normalne.

Amator często chce jednej gitary do wszystkiego: jazzu, rocka, metalu, bluesa, funku, nagrań, koncertów, nauki, kolekcji i jeszcze sprzedaży z zyskiem. Potem jest rozczarowany, bo instrument w jednym stylu sprawdza się lepiej, w innym słabiej.

Błędy w ocenie jakości gitary wynikają tu z braku określenia celu. Gitara powinna być oceniana pod kątem tego, do czego ma służyć. Bez tego każda ocena jest przypadkowa.

  1. Kupowanie oczami i potem szukanie brzmienia na siłę

To bardzo częsty scenariusz. Ktoś widzi gitarę, która wygląda pięknie. Kolor, top, kształt, osprzęt, zdjęcia, skojarzenie z ulubionym artystą. Kupuje ją, bo chce ją mieć. Dopiero później zaczyna się zastanawiać, czy to rzeczywiście instrument do jego brzmienia.

Wtedy pojawia się problem. Gitara nie daje tego, czego oczekiwał. Zaczyna się wymiana pickupów, kabli, strun, mostka, kondensatorów, ustawianie wzmacniacza, szukanie winnych. Czasem da się instrument dopasować, ale czasem problem jest prosty: kupiono nie tę konstrukcję, której naprawdę było potrzeba.

Wygląd jest ważny, bo gitara ma inspirować. Ale jeśli kupujemy wyłącznie oczami, możemy skończyć z pięknym przedmiotem, który muzycznie nas nie prowadzi. Gitara może być bardzo dobra, ale nie dla danego człowieka.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar często zaczynają się od zakochania w obrazie, a kończą na walce z rzeczywistością instrumentu.

  1. Oczekiwanie, że droga gitara nie wymaga żadnego ustawienia

Cena nie zwalnia z regulacji. Nawet bardzo droga gitara może wymagać ustawienia pod konkretnego właściciela. To nie jest wada. To normalne. Każdy gitarzysta ma inną rękę, inny atak, inne struny, inny strój, inne oczekiwania wobec akcji i inne pojęcie wygody.

Instrument za duże pieniądze może być świetnie wykonany, ale nie musi być ustawiony dokładnie tak, jak chce nowy właściciel. Fabryka albo sprzedawca zwykle ustawia gitarę bezpiecznie i uniwersalnie. A muzyk może chcieć nisko, wysoko, twardo, miękko, pływające tremolo, tremolo oparte o korpus, inne struny, inny strój.

Amator często mówi: „za takie pieniądze gitara powinna być idealna”. Tylko że idealna dla kogo? Dla człowieka grającego delikatnie? Dla kogoś, kto uderza mocno? Dla bluesmana na strunach 11? Dla shreddera na 9? Dla jazzmana? Dla początkującego?

Błędy w ocenie jakości gitary wynikają tu z mylenia jakości wykonania z indywidualnym dopasowaniem. Droga gitara może być świetna i jednocześnie wymagać ustawienia pod rękę właściciela.

  1. Myślenie, że każdy lutnik ustawi gitarę tak samo

Nie każdy serwis i nie każdy lutnik pracuje identycznie. Jeden ustawi gitarę bardzo nisko, bo zakłada lekką rękę. Drugi zostawi większy zapas, bo wie, że mocniejszy atak będzie powodował brzęczenie. Jeden świetnie rozumie gitary vintage, drugi nowoczesne instrumenty z Floydem. Jeden bardzo dobrze robi progi, inny głównie wymienia struny i kręci prętem.

Po złej albo niedopasowanej regulacji nawet bardzo dobra gitara może wydawać się przeciętna. Jeśli progi nie są dobrze wyrównane, siodełko jest źle nacięte, pickupy ustawione za wysoko, tremolo źle wyważone, a menzura niepoprawna, instrument nie pokaże klasy.

Amator często mówi: „gitara była u lutnika, więc musi być dobrze”. Nie zawsze. Ważne jest, kto ją ustawiał, pod jakie struny, pod jaki styl i pod jakie oczekiwania. Regulacja nie jest jedną uniwersalną procedurą dla wszystkich gitarzystów.

To kolejny powód, dla którego błędy w ocenie jakości gitary są tak częste. Ludzie oceniają instrument, a czasem powinni najpierw ocenić jakość jego ustawienia.

  1. Brak rozróżnienia między wadą a cechą konstrukcyjną

To jeden z najważniejszych punktów całego artykułu. Wada to coś, co nie powinno występować: uszkodzony pręt, pęknięty gryf, poważnie zużyte progi, martwy pickup, odklejony mostek, wadliwy przełącznik, brak masy, pęknięcie konstrukcyjne, źle wykonana naprawa.

Cecha konstrukcyjna to coś innego. Szum singli jest cechą konstrukcyjną. Ograniczona stabilność zwykłego tremolo przy brutalnym użyciu jest cechą konstrukcyjną. Inny sustain hollow body przy dużym gainie jest cechą konstrukcyjną. Twardsza praca akustyka jest cechą konstrukcyjną. Inny atak krótkiej menzury jest cechą konstrukcyjną.

Wielu amatorów nie odróżnia tych rzeczy. Chcą, żeby gitara miała cechy jednej konstrukcji, ale zachowywała się jak inna. Chcą singli bez szumu, vintage tremolo bez rozstrajania, cienkich strun z potężnym sustainem, niskiej akcji bez brzęczenia, małego korpusu z wielkim basem.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar zaczynają się właśnie wtedy, gdy naturalne cechy instrumentu uznaje się za usterki. A prawdziwa ocena wymaga zrozumienia, co jest wadą, a co normalną konsekwencją konstrukcji.

  1. Przesadne szukanie mikroskopijnych problemów zamiast grania

Są ludzie, którzy więcej czasu spędzają na szukaniu wad niż na graniu. Oglądają gitarę pod lampą, przykładają linijki, słuchają każdego minimalnego pobrzęku, porównują wysokość każdej struny, szukają mikrorys, sprawdzają każdy milimetr lakieru, dotykają każdego progu i zaczynają traktować instrument jak eksponat laboratoryjny.

Oczywiście gitarę trzeba sprawdzić. Trzeba ocenić gryf, progi, elektronikę, stabilność, stan techniczny i brzmienie. Ale trzeba zachować proporcje. Gitara jest narzędziem muzycznym. Ma grać, inspirować i służyć do tworzenia muzyki. Nie jest idealnym przedmiotem geometrycznym.

Przesadne szukanie wad często wynika z braku pewności. Ktoś nie umie ocenić brzmienia, więc szuka czegoś, co łatwo zobaczyć albo zmierzyć. Mikrorysa staje się ważniejsza niż dynamika. Minimalny odgłos na sucho staje się ważniejszy niż brzmienie przez wzmacniacz. Drobna cecha lakieru staje się ważniejsza niż gryf.

To również są błędy w ocenie jakości gitary. Dokładność jest dobra. Obsesja potrafi zabić sens grania.

  1. Oczekiwanie ideału od instrumentu używanego w cenie okazji

Wielu kupujących chce zapłacić jak za używany instrument, ale oczekuje stanu nowej gitary, pełnego serwisu, idealnych progów, nowych strun, perfekcyjnej regulacji pod własną rękę, braku jakichkolwiek śladów użycia, gwarancji jak w sklepie, dodatkowych akcesoriów i jeszcze ceny poniżej rynku.

To nierealne. Gitara używana ma swoją historię i swoją cenę właśnie dlatego, że nie jest nowa. Może być świetna, może być lepsza od nowej, może mieć znakomite drewno i stabilność, ale nie należy oczekiwać, że będzie jednocześnie tania, stara, idealna, bez śladów i przygotowana dokładnie pod nowego właściciela.

Oczywiście sprzedawca powinien uczciwie opisać stan instrumentu. Jeśli są poważne wady, trzeba je ujawnić. Ale kupujący również powinien rozumieć, czym jest normalne zużycie, czym jest regulacja, czym jest ślad użytkowania i czym jest realna wada.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar bardzo często prowadzą do konfliktów, bo ktoś chce kupić instrument używany, ale psychicznie oczekuje nowego, indywidualnie przygotowanego produktu z salonu.

  1. Porównywanie instrumentów bez uwzględnienia ceny

Gitara za 1500 zł może być bardzo dobra w swojej klasie. Może być świetnym instrumentem do nauki, pracy, ćwiczeń albo nawet koncertów. Ale nie można wymagać od niej tego samego, czego od gitary za 15000 zł. Materiały, progi, osprzęt, elektronika, kontrola jakości i czas poświęcony na wykonanie zwykle kosztują.

Z drugiej strony gitara droga też nie zawsze jest automatycznie dziesięć razy lepsza od tańszej. Wysoka cena może wynikać z marki, kraju produkcji, rzadkości, kolekcjonerskiej wartości, historii modelu albo kosztów pracy. Dlatego trzeba oceniać rozsądnie.

Błąd polega na braku proporcji. Amator często porównuje instrumenty z zupełnie różnych półek, jakby grały w tej samej kategorii. Albo odwrotnie — zakłada, że skoro coś jest drogie, to musi być bezdyskusyjnie lepsze w każdym aspekcie.

Prawdziwa ocena jakości gitary zawsze powinna uwzględniać cenę, klasę instrumentu, przeznaczenie i realny stan. Inaczej ocena jest niesprawiedliwa albo naiwna.

  1. Przekonanie, że „made in USA” zawsze znaczy zawodowy instrument

Instrumenty amerykańskie mają ogromną historię i wiele z nich jest znakomitych. USA to kraj, z którego pochodzi mnóstwo legendarnych gitar, wzmacniaczy i całych kanonów brzmienia. Ale napis „made in USA” nie oznacza automatycznie, że każdy egzemplarz jest wybitny.

Bywają świetne amerykańskie gitary, przeciętne amerykańskie gitary i słabe amerykańskie gitary. Liczy się seria, rocznik, model, stan, materiały, wykonanie i konkretny egzemplarz. Sama flaga produkcji nie gra.

Amatorzy często traktują kraj produkcji jak pieczęć jakości absolutnej. Jeśli USA, to musi być profesjonalne. Jeśli nie USA, to już podejrzane. To zbyt proste. Doświadczony muzyk wie, że trzeba brać gitarę do ręki i sprawdzać, a nie klękać przed napisem na główce.

Błędy w ocenie jakości gitary bardzo często biorą się z prestiżu marki i kraju produkcji. Prestiż może być uzasadniony, ale nie zwalnia z oceny konkretnego instrumentu.

  1. Przekonanie, że gitara japońska, koreańska albo meksykańska jest z definicji słabsza                                               

To drugi skrajny błąd. Wiele japońskich gitar to instrumenty znakomite, często wykonane z ogromną precyzją i świetnym materiałem. Korea przez lata produkowała wiele bardzo dobrych gitar, zwłaszcza w wyższych seriach – i mówimy to nie o Fenderach ale o fabryce gitar Ovation – w Korei powstały niekyóre Ovationy wręcz doskonałe..

Meksykańskie instrumenty potrafią być całkiem dobre- ale bez przesady- Fenderyz tego kraku są nie bez powodu tańsze.. Natomiast  powstał 1 model fendera w tym karju doskonały- Fender Baja- był tylko z Mex. ale był doskonały. Większa częśc produkcji z tego kraju gitar Fender to 3 klasa, ale są wyjatki.

 Nawet w krajach kojarzonych z tańszą produkcją zdarzają się bardzo dobre egzemplarze , ale wiekszość szczególnie podstawowych modeli z max, i korei to słabe produkcje- ale Japonia to inna klasa, często tam produkowane gitary sa naprawdę I klasy- szczsególnioe Fendery z lat 80-90 – były lepsze z Japonii niż z tych samych lat składane w innyc krajach.

Oczywiście większość  firmowych gitar produkowanych poza rodzimym krajem jest słabsza w krajach  gdzie siła robocza jest tańsza-ale zaznaczam ponownie-można znalżź  gitary z Korei, Japoni , czy Maxyku- bardzo dobre-ale trzeba umieć je sprawdzić i rozpoznać.

 Nie można wszystkiego wrzucać do jednego worka.

  1. Oczekiwanie, że gitara będzie stroić idealnie zaraz po założeniu nowych strun             

Nowe struny muszą się ułożyć. Po założeniu rozciągają się, stabilizują na kluczach, układają w siodełku, na mostku i w całym układzie. Jeśli ktoś zakłada nowy komplet, stroi raz i od razu oczekuje pełnej stabilności, sam tworzy problem.

Struny trzeba założyć poprawnie, nastroić, delikatnie rozciągnąć, znowu nastroić i powtórzyć to kilka razy. Szczególnie przy tremolo stabilizacja trwa dłużej, bo zmienia się równowaga między napięciem strun a sprężynami. Przy blokowanych kluczach jest łatwiej, ale nadal struna musi się ułożyć.

Amator często po zmianie strun gra chwilę, gitara się rozstraja i od razu obwinia klucze, mostek albo cały instrument. Tymczasem to może być normalny etap po założeniu nowego kompletu.

Błędy w ocenie jakości gitary wynikają tu z braku podstawowej praktyki. Stabilność stroju ocenia się dopiero wtedy, gdy struny są dobrze założone, rozciągnięte, instrument jest nastrojony i układ zdążył się uspokoić.

  1. Oczekiwanie, że akcja strun wpływa tylko na wygodę, a nie na brzmienie               

Wielu gitarzystów traktuje wysokość strun wyłącznie jako sprawę komfortu. Jeśli struny są nisko, gitara jest dobra. Jeśli są wyżej, gitara jest niewygodna. To bardzo płytkie spojrzenie. Akcja strun wpływa nie tylko na rękę, ale również na dźwięk.

Struna potrzebuje przestrzeni, żeby swobodnie drgać. Jeżeli ustawimy ją bardzo nisko, szczególnie przy mocniejszym ataku, zaczyna uderzać o progi. Nawet jeśli nie słychać tego mocno przez wzmacniacz, może to skracać wybrzmiewanie, odbierać dynamikę i zmniejszać pełnię tonu. Gitara może stać się szybka, ale jednocześnie mniej otwarta.

Wyższa akcja, oczywiście w granicach rozsądku, często daje większy oddech. Dźwięk jest pełniejszy, struna pracuje swobodniej, sustain bywa dłuższy, a atak bardziej naturalny. Dlatego wielu zawodowych gitarzystów nie ustawia instrumentu najniżej, jak się da. Ustawia go tak, żeby gitara brzmiała.

To jeden z kluczowych błędów w ocenie jakości gitary. Amator często ocenia tylko to, czy palcom jest łatwo. Profesjonalista ocenia, czy instrument daje prawdziwy, pełny i kontrolowany dźwięk.

  1. Oczekiwanie, że gitara ma być jednocześnie masywna w brzmieniu i bardzo lekka pod palcem             

Wielu ludzi chce dwóch rzeczy naraz: potężnego tonu i minimalnego oporu pod palcem. Chcą, żeby gitara była miękka jak instrument z bardzo cienkimi strunami, ale brzmiała jak zawodowy sprzęt z grubym, długim sustainem i mocnym środkiem. To często są oczekiwania sprzeczne.

Miękkość pod palcem zwykle bierze się z cieńszych strun, niższej akcji, krótszej menzury albo bardzo delikatnego ustawienia. Masywny dźwięk często wymaga większej energii struny, mocniejszego ataku, grubszego kompletu, trochę wyższej akcji i większej kontroli ręki. Nie zawsze da się mieć maksimum jednego i maksimum drugiego.

Oczywiście dobry instrument może być wygodny i brzmieć znakomicie. Ale wygoda nie oznacza braku jakiegokolwiek oporu. Gitara to nie klawiatura komputera. Struna musi mieć napięcie, żeby dała dźwięk. Jeśli wszystko zostanie ustawione wyłącznie pod miękkość, często cierpi brzmienie.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar biorą się tu z braku zrozumienia, że brzmienie ma swoją cenę. Czasem trzeba zaakceptować trochę większy opór, żeby dostać większy dźwięk.

  1. Przekonanie, że wystarczy kupić lepszą gitarę, żeby lepiej grać           

Lepsza gitara może pomóc. Może inspirować, ułatwić ćwiczenie, pokazać więcej niuansów, poprawić stabilność stroju i dać większą przyjemność z grania. Ale sama nie zrobi z nikogo lepszego gitarzysty. To bardzo ważne.

Początkujący często myśli, że problem leży w sprzęcie. Gdy kupi lepszą gitarę, nagle akordy będą czyste, solówki płynne, vibrato piękne, a brzmienie profesjonalne. Potem przychodzi rozczarowanie, bo nowy instrument pokazuje te same problemy: nierówny rytm, nieczyste dociskanie, słabe tłumienie, brak kontroli dynamiki, niepewne bendy.

Sprzęt jest ważny, ale nie zastępuje ćwiczenia. Gitara może być narzędziem wysokiej klasy, ale ręka musi wiedzieć, co robi. Zawodowiec potrafi zabrzmieć dobrze na średnim instrumencie. Amator może zabrzmieć słabo na bardzo drogiej gitarze.

To bardzo bolesny, ale konieczny temat. Błędy w ocenie jakości gitary często są tak naprawdę błędami w ocenie własnych umiejętności. Łatwiej obwinić instrument niż przyznać, że trzeba pracować nad techniką.

  1. Ocenianie instrumentu przez pryzmat własnych braków                 

To jeden z najtrudniejszych mechanizmów. Ktoś bierze gitarę do ręki, nie potrafi wydobyć z niej dobrego dźwięku, więc uznaje, że instrument jest słaby. Nie zastanawia się, czy problem leży w ataku, artykulacji, ustawieniu wzmacniacza, doborze strun albo własnej technice. Wyrok zapada szybko: gitara nie gra.

Tymczasem ten sam instrument w rękach doświadczonego muzyka potrafi nagle zabrzmieć zupełnie inaczej. Dźwięk robi się pełniejszy, akordy czystsze, sustain dłuższy, fraza bardziej muzyczna. To pokazuje, że instrument miał potencjał, tylko wcześniej nie został właściwie uruchomiony.

Nie chodzi o to, żeby każdą winę przerzucać na gitarzystę. Są słabe gitary, są źle ustawione instrumenty, są wady techniczne. Ale trzeba mieć pokorę i umieć zapytać: czy problem naprawdę jest w gitarze, czy może w sposobie grania?

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar bardzo często wynikają z braku takiej autorefleksji. Gitara ma dać gotowy efekt, zamiast być narzędziem, które odpowiada na jakość ręki.

  1. Nieumiejętność odróżnienia dynamiki od nierównego brzmienia                 

Dobra gitara potrafi reagować na dotyk. Gdy uderzamy lekko, brzmi delikatnie. Gdy uderzamy mocniej, otwiera się, robi się głośniejsza, pełniejsza i bardziej agresywna. To jest dynamika. To ogromna zaleta instrumentu.

Początkujący czasem myli tę dynamikę z nierównością. Jeśli jedna nuta brzmi mocniej, a druga słabiej, od razu podejrzewa wadę gitary. Tymczasem bardzo często gitara po prostu pokazuje różnice w ataku. To ręka gra nierówno, nie instrument.

Instrument słaby, skompresowany i zamulony potrafi wszystko spłaszczyć. Dzięki temu amatorowi wydaje się łatwiejszy. Dobra gitara może być bardziej wymagająca, bo pokazuje każdy szczegół. Ale właśnie to daje możliwość prawdziwej muzycznej ekspresji.

Błędy w ocenie jakości gitary pojawiają się wtedy, gdy ktoś oczekuje, że instrument będzie zawsze grał równo niezależnie od tego, jak nierówno gra człowiek. Gitara nie jest automatem. Gitara odpowiada na rękę.

  1. Oczekiwanie, że każda pozycja przełącznika będzie równie głośna i mocna           

W gitarach z różnymi przetwornikami poszczególne pozycje przełącznika mogą mieć różną głośność, różny charakter, różną dynamikę i różną ilość środka. To jest normalne. Pozycja mostkowa może być ostrzejsza i bardziej agresywna. Szyjkowa może być cieplejsza i pełniejsza. Pozycje pośrednie w Stratocasterze mogą być cieńsze, bardziej szkliste i bardziej funkowe. Split humbuckera może być słabszy niż pełny humbucker.

Amator często przełącza pickupy i mówi: „tu jest ciszej, czyli coś jest nie tak”. Niekoniecznie. Czasem tak właśnie działa dany układ. Oczywiście można regulować wysokość przetworników, dobierać pickupy i wyrównywać poziomy, ale nie zawsze celem jest identyczna głośność każdej pozycji.

Różnice między pozycjami są często wartością. Dzięki nim gitara ma kilka charakterów, a nie jeden dźwięk powielony kilka razy. Profesjonalista wykorzystuje te różnice muzycznie. Amator często traktuje je jako wadę.

To kolejny przykład nieprawidłowych oczekiwań amatorów względem gitar. Nie wszystko w instrumencie musi być jednakowe. Czasem właśnie nierówność charakterów daje muzyce życie.

  1. Niezrozumienie splitu humbuckera       

Split humbuckera jest bardzo przydatny, ale trzeba rozumieć, czym jest. Rozłączenie jednej cewki nie sprawia automatycznie, że gitara z humbuckerem staje się prawdziwym Stratocasterem albo Telecasterem. Split daje jaśniejszy, słabszy, bardziej pojedynczy charakter, ale nie zawsze brzmi jak klasyczny single coil.

Prawdziwy single ma własną konstrukcję, magnesy, położenie, opór, charakter i współpracę z konkretną gitarą. Split humbuckera często jest kompromisem. Może być bardzo użyteczny, ale zwykle nie daje identycznego dźwięku jak klasyczny przetwornik single coil w odpowiedniej gitarze.

Amatorzy często oczekują, że gitara z dwoma humbuckerami i rozłączaniem cewek zastąpi im Les Paula, Strata, Telecastera i jeszcze gitarę funkową. To zbyt duże oczekiwania. Taki instrument może być uniwersalny, ale nie stanie się wszystkimi gitarami naraz.

Błędy w ocenie jakości gitary pojawiają się wtedy, gdy ktoś ocenia split jako wadliwy, bo nie brzmi jak pełnoprawny single z innej konstrukcji. A to często nie jest wada. To natura rozwiązania.

  1. Oczekiwanie, że aktywne pickupy będą zawsze lepsze od pasywnych                                                                                 

Aktywne przetworniki mają swoje zalety. Mogą być ciche, mocne, równe, odporne na zakłócenia, świetne do ciężkiego grania, bardzo przewidywalne na scenie i skuteczne przy dużym gainie. Ale nie oznacza to, że są lepsze w każdej sytuacji.

Pasywne pickupy często dają więcej naturalnej dynamiki, bardziej organiczną reakcję na rękę, większą współpracę z potencjometrem volume i subtelniejsze niuanse. Wielu gitarzystów wybiera je właśnie dlatego, że są mniej skompresowane i bardziej „żywe”.

Aktywne nie znaczy lepsze. Pasywne nie znaczy gorsze. To narzędzia do innych zastosowań. Jeżeli ktoś gra bardzo ciężką muzykę, aktywne mogą być idealne. Jeśli ktoś szuka bluesowej dynamiki, starego rockowego oddechu albo subtelnego jazzu, pasywne mogą dać więcej.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar wynikają często z myślenia technicznego: skoro coś ma baterię, mocniejszy sygnał i mniej szumu, to musi być lepsze. W muzyce nie zawsze tak jest.

  1. Oczekiwanie, że gitara z mostkiem stałym nigdy się nie rozstroi           

Mostek stały jest zwykle stabilniejszy niż tremolo, ale nie oznacza absolutnej odporności na rozstrajanie. Gitara z mostkiem stałym nadal ma struny, klucze, siodełko, punkty tarcia, drewno, gryf i człowieka, który na niej gra. Wszystko to ma wpływ na strój.

Jeżeli struny są źle założone, gitara będzie się rozstrajać. Jeżeli siodełko klinuje struny, będą problemy. Jeżeli nowe struny nie zostały rozciągnięte, będą siadać. Jeżeli gitarzysta bardzo mocno dociska albo agresywnie podciąga, może powodować odchylenia. Jeżeli instrument przechodzi przez duże zmiany temperatury i wilgotności, również może wymagać dostrojenia.

Mostek stały pomaga, ale nie czyni cudów. Stabilność stroju jest wynikiem całego systemu. Dlatego obwinianie gitary za każde minimalne odstrojenie jest często nieporozumieniem.

Błędy w ocenie jakości gitary wynikają tu z oczekiwania absolutu. A gitara jest żywym instrumentem, nie cyfrowym generatorem dźwięku.

  1. Brak świadomości wpływu kabla, zasilania i efektów                                                                                                                                                                                                                            

Szumy, trzaski, przydźwięki, zanik góry, buczenie, brum, piski i dziwne zakłócenia nie zawsze pochodzą z gitary. Bardzo często winny jest kabel, zasilacz, pedalboard, listwa, komputer, interfejs, efekt, pętla masy albo instalacja elektryczna w pomieszczeniu.

Tani albo uszkodzony kabel może powodować trzaski i zaniki sygnału. Zły zasilacz do efektów może wprowadzać brum. Źle zbudowany pedalboard może generować pętle masy. Komputer, monitor, router, LED-y i zasilacze impulsowe mogą powodować zakłócenia zbierane przez przetworniki. Wszystko to może zostać błędnie przypisane gitarze.

Dlatego instrument trzeba sprawdzać w możliwie prostym torze: gitara, dobry kabel, sprawny wzmacniacz. Dopiero potem można dodawać efekty i szukać problemów. Jeśli od razu testujemy gitarę przez skomplikowany zestaw efektów, nie wiadomo, co naprawdę słyszymy.

To jeden z częstych błędów w ocenie jakości gitary. Kupujący słyszy problem w torze i uznaje, że winny jest instrument. A gitara może być całkowicie sprawna.

  1. Oczekiwanie braku trzasków w starej elektronice bez czyszczenia                           

W gitarach używanych potencjometry i przełączniki mogą wymagać czyszczenia. Kurz, utlenienie, czas i normalne użytkowanie potrafią powodować trzaski przy kręceniu gałką albo przełączaniu pozycji. Nie zawsze oznacza to poważną awarię.

Oczywiście elektronika powinna działać. Jeżeli sygnał zanika, pickup milczy, przełącznik przerywa stale albo potencjometr jest uszkodzony mechanicznie, to problem. Ale lekkie trzaski w starszym instrumencie często są sprawą serwisową, a nie katastrofą.

Amator często oczekuje, że kilkunastoletnia albo kilkudziesięcioletnia gitara będzie miała elektronikę zachowującą się jak nowa. To może się zdarzyć, ale nie jest obowiązkowe. Instrument używany czasem trzeba po prostu przeczyścić i przygotować.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar polegają tu na braku rozróżnienia między normalną obsługą a poważną wadą. Potencjometr, który wymaga czyszczenia, to nie to samo co zniszczony instrument.

  1. Panika przy każdej rysie na podstrunnicy, lakierze albo osprzęcie                 

Gitara, która była grana, będzie miała ślady. Może mieć mikrorysy na lakierze, drobne ślady na podstrunnicy, przetarcia na osprzęcie, matowienie tam, gdzie dotykała ręka, ślady od paska albo drobne ryski od kostki. To normalne.

Oczywiście poważne uszkodzenia trzeba traktować inaczej. Pęknięcia, głębokie uderzenia, naprawy konstrukcyjne, rozklejenia albo uszkodzenia gryfu są istotne. Ale drobne ślady użytkowania nie przekreślają klasy instrumentu. Czasem wręcz pokazują, że gitara była grana, bo była dobra.

Amatorzy często patrzą na instrument jak na nowy telefon. Każda rysa jest dramatem. Tyle że gitara to narzędzie muzyczne. Ma być sprawna, stabilna, dobrze brzmiąca i uczciwie opisana. Nie musi wyglądać jak przedmiot wyjęty z gabloty.

Błędy w ocenie jakości gitary pojawiają się wtedy, gdy kosmetyka przysłania rzeczy najważniejsze: gryf, progi, strojenie, rezonans, elektronikę i brzmienie.

  1. Brak zrozumienia, że instrument musi być dopasowany do człowieka               

Nie ma jednej najlepszej gitary dla wszystkich. Rozmiar dłoni, siła palców, długość palców, styl gry, rodzaj muzyki, preferowana akcja strun, grubość strun, rodzaj wzmacniacza i doświadczenie mają ogromne znaczenie.

Gitara, która dla jednego muzyka jest idealna, dla drugiego może być niewygodna. Gruby gryf może być dla jednej osoby błogosławieństwem, dla innej męką. Płaska podstrunnica może świetnie pasować do szybkiej gry, ale ktoś inny będzie wolał bardziej klasyczny radius. Struny 11 dla jednego będą podstawą dobrego tonu, dla innego zbyt dużym oporem.

To nie oznacza, że instrument jest zły. Oznacza, że nie każda dobra gitara pasuje do każdego człowieka.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar często wynikają z szukania obiektywnego ideału. A w praktyce trzeba szukać dobrego instrumentu dla konkretnej ręki, konkretnego stylu i konkretnego ucha.

  1. Oczekiwanie, że sprzedawca zgadnie idealne preferencje kupującego                 

Sprzedawca może dobrze opisać gitarę, sprawdzić jej stan, podać informacje o strunach, regulacji, progach, elektronice i brzmieniu. Ale nie jest w stanie idealnie przewidzieć, jaką akcję strun, jaką twardość, jaki strój i jaki styl gry będzie miał każdy kupujący.

Jeden gitarzysta chce struny bardzo nisko. Drugi woli wyżej, bo mocno atakuje. Jeden chce komplet 9, drugi 10, trzeci 11. Jeden chce tremolo pływające, drugi oparte o korpus. Jeden gra lekko, drugi bardzo agresywnie. Jeden chce jak najwięcej komfortu, drugi jak najwięcej tonu.

Dlatego setup wykonany przez sprzedawcę albo poprzedniego właściciela nie jest ostateczną prawdą. To punkt wyjścia. Nowy właściciel może potrzebować regulacji pod siebie.

Błędy w ocenie jakości gitary pojawiają się wtedy, gdy kupujący traktuje swoje prywatne preferencje jak obiektywną normę. Jeśli gitara nie jest ustawiona dokładnie pod niego, uważa ją za złą. A często wystarczy normalna regulacja.

  1. Ocenianie gitary przez pryzmat jednego filmu na YouTube                     

Film na YouTube potrafi sprzedać gitarę lepiej niż najlepszy opis. Ładne światło, dobry gitarzysta, świetny wzmacniacz, obróbka dźwięku, kompresja, montaż i gotowy utwór robią ogromne wrażenie. Problem w tym, że widz często myśli, że kupuje dokładnie to brzmienie.

Tymczasem nagranie z internetu to nie sama gitara. To ręce grającego, wzmacniacz, kolumna, mikrofon, interfejs, kompresja platformy, postprodukcja i bardzo często ustawienia, których kupujący nie zna. Ta sama gitara w domu, na innym wzmacniaczu i w innych rękach może zabrzmieć zupełnie inaczej.

YouTube jest dobrym źródłem inspiracji, ale złym jedynym narzędziem oceny. Można dzięki niemu poznać ogólny charakter instrumentu, ale nie da się na tej podstawie w pełni ocenić konkretnego egzemplarza.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar bardzo często powstają właśnie po obejrzeniu filmów. Człowiek kupuje wyobrażenie, a potem zderza się z rzeczywistością własnego sprzętu i własnych rąk.

  1. Niezrozumienie, że brzmienie solo różni się od brzmienia w miksie                   

Gitara, która solo w pokoju brzmi wielka, tłusta i efektowna, w zespole może zniknąć. Z kolei gitara, która sama wydaje się jasna, średnicowa albo nawet trochę „chuda”, w miksie może siedzieć idealnie. To bardzo ważna różnica.

W muzyce z innymi instrumentami gitara musi znaleźć swoje miejsce. Bas zajmuje dół. Perkusja ma atak i rytm. Wokal potrzebuje przestrzeni. Klawisze albo druga gitara mogą wypełniać pasmo. Jeśli gitara ma za dużo basu i zbyt mało środka, może solo robić wrażenie, ale w zespole będzie niewyraźna.

Amator często ocenia brzmienie w samotności. Gra w pokoju i chce, żeby gitara sama wypełniała całe pasmo. Profesjonalista myśli inaczej. Wie, że instrument ma działać w muzyce. Czasem lepsze brzmienie zespołowe wydaje się mniej imponujące solo.

Błędy w ocenie jakości gitary wynikają tu z braku kontekstu. Gitara nie zawsze ma brzmieć największa sama. Ma brzmieć właściwie w muzyce.

  1. Oczekiwanie, że jedna gitara będzie jednocześnie studyjna, koncertowa, kolekcjonerska i do nauki               

Wielu ludzi chce jednego instrumentu do wszystkiego. Gitara ma być idealna do nauki, świetna na scenę, doskonała do studia, piękna kolekcjonersko, inwestycyjna, odporna, uniwersalna, wygodna, rzadka i łatwa do odsprzedaży. Czasem da się znaleźć instrument bardzo wszechstronny, ale trzeba rozumieć kompromisy.

Gitara kolekcjonerska może być za cenna albo zbyt delikatna do intensywnego grania na scenie. Gitara sceniczna może mieć ślady, przeróbki i cechy praktyczne, które obniżają wartość kolekcjonerską. Gitara do nauki powinna być wygodna i stabilna, ale nie musi być unikatowym instrumentem inwestycyjnym. Gitara studyjna powinna dobrze nagrywać się w konkretnym kontekście, a niekoniecznie wyglądać najefektowniej.

Nie ma nic złego w szukaniu uniwersalności, ale trzeba wiedzieć, co jest priorytetem. Jeśli najważniejsze jest brzmienie, wybór może być inny niż wtedy, gdy najważniejsza jest wartość kolekcjonerska. Jeśli najważniejsza jest scena, liczy się stabilność i praktyczność. Jeśli nauka, liczy się wygoda i strojenie.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar bardzo często wynikają z braku decyzji. Instrument ma spełnić wszystkie role, a potem jest oceniany surowo za to, że nie jest idealny w każdej z nich.

  1. Myślenie, że „nie dla mnie” znaczy „zła gitara”                   

To bardzo ważny punkt. Gitara może być świetna i jednocześnie nie pasować do konkretnego człowieka. Może mieć zbyt gruby gryf, zbyt jasne brzmienie, zbyt duży korpus, zbyt dużą wagę, zbyt twarde struny albo zbyt specyficzną reakcję. To nie oznacza, że jest zła.

Dojrzały gitarzysta potrafi powiedzieć: to bardzo dobry instrument, ale nie dla mnie. Amator często mówi: nie pasuje mi, więc jest słaby. To ogromna różnica. Ocena klasy gitary wymaga oddzielenia obiektywnej jakości od prywatnych preferencji.

Ktoś może nie lubić Telecastera, ale nie znaczy to, że dobry Telecaster jest zły. Ktoś może nie czuć Les Paula, ale nie znaczy to, że Les Paul nie ma klasy. Ktoś może nie lubić grubych gryfów, ale dla innego gitarzysty taki gryf będzie idealny.

Błędy w ocenie jakości gitary często biorą się z utożsamiania własnego gustu z prawdą absolutną. A instrumenty trzeba oceniać szerzej.

  1. Brak cierpliwości do poznania instrumentu       

Niektóre gitary pokazują wszystko od razu. Inne trzeba poznać. Trzeba pograć dłużej, sprawdzić potencjometr volume, tone, różne pozycje przetworników, różną siłę ataku, inne ustawienie wzmacniacza, inne struny. Dopiero wtedy instrument zaczyna odsłaniać swoje możliwości.

Amator często po pięciu minutach wydaje wyrok. Gitara jest świetna albo słaba. Tymczasem wiele dobrych instrumentów wymaga czasu. Nie dlatego, że są trudne bez sensu, ale dlatego, że mają więcej charakteru i nie sprowadzają się do jednego efektownego dźwięku.

Szczególnie starsze, klasowe gitary potrafią mieć własną osobowość. Trzeba zrozumieć, gdzie najlepiej brzmią, jak reagują na wzmacniacz, jakie struny lubią, jak ustawić pickupy, jak pracować ręką. To wymaga cierpliwości.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar często wynikają z pośpiechu. Człowiek chce natychmiastowego efektu. A prawdziwy instrument czasem trzeba odkryć.

  1. Szukanie sprzętu zamiast brzmienia             

Część gitarzystów wpada w pułapkę ciągłego kupowania. Zmieniają gitary, przetworniki, wzmacniacze, efekty, kable, struny, kostki, zasilacze i ustawienia. Każda zmiana daje chwilową nadzieję, że teraz pojawi się prawdziwe brzmienie. Ale często problem nie leży w sprzęcie, tylko w braku konkretnego celu i braku pracy nad ręką.

Sprzęt jest ważny. Dobra gitara ma znaczenie. Dobry wzmacniacz ma znaczenie. Struny, setup i elektronika też mają znaczenie. Ale jeśli ktoś nie wie, jakiego dźwięku szuka, będzie kupował bez końca. Jeśli nie potrafi grać równo, artykułować, tłumić i kontrolować dynamiki, żaden kolejny zakup nie rozwiąże problemu.

Najpierw trzeba wiedzieć, czego się szuka: jasności, środka, sustainu, ataku, ciepła, kompresji, dynamiki, ciszy, uniwersalności, vintage’owego charakteru, nowoczesnej precyzji. Dopiero potem można dobrać instrument. Inaczej kupuje się przypadkowo.

Błędy w ocenie jakości gitary często są skutkiem chaosu. Ktoś nie szuka muzyki, tylko następnego przedmiotu. A gitara ma być narzędziem do tworzenia brzmienia, nie lekarstwem na brak kierunku.

  1. Ostateczny błąd: ocena gitary bez zrozumienia, czym jest klasa instrumentu       

Klasa gitary nie polega na jednym parametrze. Nie decyduje o niej wyłącznie niska akcja strun, znana marka, kraj produkcji, piękny lakier, głośność na sucho, długi sustain, brak szumu albo cena. To wszystko może mieć znaczenie, ale dopiero razem tworzy prawdziwy obraz instrumentu.

Dobra gitara musi mieć sens jako całość. Gryf powinien być stabilny. Progi powinny być dobrze wykonane i w dobrym stanie. Instrument powinien stroić w rozsądnych granicach. Elektronika powinna działać. Mostek i siodełko powinny współpracować ze strunami. Brzmienie powinno być muzyczne, dynamiczne i zgodne z konstrukcją. Gitara powinna reagować na rękę, a nie tylko ładnie wyglądać.

Największy problem polega na tym, że wielu amatorów szuka prostego testu. Chcą jednej odpowiedzi: czy struny są nisko, czy sustain jest długi, czy gitara nie szumi, czy marka jest dobra, czy instrument wygląda jak nowy. A gitara jest bardziej złożona. Trzeba rozumieć kompromisy, konstrukcję, ustawienie, tor sygnału, technikę i przeznaczenie.

Dlatego błędy w ocenie jakości gitary są tak częste. Nie wynikają zawsze ze złej woli. Często wynikają z braku doświadczenia, z powtarzania mitów i z oczekiwania, że instrument będzie działał wbrew fizyce.

  1. Stare wino i stare instrumenty — czas pomaga tylko temu, co od początku miało klasę

Na koniec warto wrócić do porównania ze starym winem, bo ono bardzo dobrze tłumaczy problem gitar. Stare wino może być wielkie, ale tylko pod pewnymi warunkami. Musi pochodzić z dobrego szczepu, dobrego rocznika i dobrej winnicy. Musi być przeznaczone do długiego dojrzewania. Musi być przechowywane w odpowiedniej temperaturze, zwykle chłodnej i stabilnej, bez dużych wahań. Musi leżeć w ciemności, bez światła, bez przegrzewania, bez wstrząsów, przy właściwej wilgotności, z korkiem w dobrym stanie. Jeżeli przez lata będzie stało w gorącym pomieszczeniu, w słońcu albo w złych warunkach, może zamienić się w coś bez wartości.

Z gitarami jest podobnie. Sam wiek nie czyni instrumentu znakomitym. Gitara musiała być dobra już na początku. Musiała mieć dobry materiał, dobrą konstrukcję, sensowne wykonanie i muzyczny potencjał. Potem musiała przeżyć lata w dobrych warunkach. Nie może przez dekady leżeć w przesuszonym, gorącym strychu, w wilgotnej piwnicy, przy kaloryferze, w mrozie albo w miejscu, gdzie drewno było narażone na skrajne zmiany.

Jeśli ktoś kupił doskonałego Strata w 1970 roku i przechowywał go rozsądnie, taki instrument może być dzisiaj niezwykły. Ale jeśli ten sam Strat przez lata leżał w suchym, rozgrzanym strychu, mógł się rozeschnąć, wypaczyć, popękać i stracić stabilność. Wtedy nawet wielka marka, wielki rocznik i piękna historia nie uratują go w pełni.

Stare wino i stare instrumenty to rzeczywiście inna półka, ale tylko wtedy, gdy czas miał z czym pracować. Czas nie naprawia słabego instrumentu. Czas nie leczy złego przechowywania. Czas nie zmienia przeciętnej gitary w arcydzieło tylko dlatego, że minęło 50 lat. Ale jeśli instrument był dobry, miał dobre drewno, dobrą konstrukcję i był właściwie traktowany, lata mogą nadać mu głębię, stabilność i charakter, których nie da się kupić w nowej seryjnej produkcji.

Dlatego ocena klasy gitary wymaga równowagi. Nie wolno ślepo wierzyć w nowe. Nie wolno też ślepo wierzyć w stare. Trzeba patrzeć na konkretny egzemplarz, jego historię, stan, materiały, przechowywanie, brzmienie i zachowanie pod ręką.

  1. Podsumowanie: najważniejsza jest świadomość, nie mit                           

Największym problemem przy wyborze gitary nie jest brak pieniędzy ani brak dostępu do instrumentów. Największym problemem jest brak świadomości. Człowiek może kupić bardzo dobrą gitarę i źle ją ocenić, jeśli nie rozumie, czym jest konstrukcja, setup, sustain, szum, struny, wzmacniacz, drewno, wilgotność, technika i realne przeznaczenie instrumentu.

Błędy w ocenie jakości gitary biorą się najczęściej z prostych mitów. Gitara ma mieć struny jak najniżej. Gitara nie może brzęczeć nawet na sucho. Gitara z tremolo nie może się rozstroić. Gitara ze znanym logo musi być dobra. Gitara stara musi być lepsza. Gitara nowa musi być lepsza. Gitara z singlami ma nie szumieć. Gitara sygnowana nazwiskiem artysty ma brzmieć jak ten artysta. Droga gitara ma grać sama. To wszystko są uproszczenia.

Nieprawidłowe oczekiwania amatorów względem gitar prowadzą do rozczarowań, złych zakupów i niesprawiedliwych ocen. Tymczasem gitara jest narzędziem muzycznym, które trzeba rozumieć. Trzeba wiedzieć, co jest wadą, a co cechą konstrukcyjną. Trzeba odróżnić problem instrumentu od problemu ustawienia. Trzeba odróżnić problem gitary od problemu wzmacniacza, kabla, zasilania albo techniki. Trzeba też mieć pokorę wobec własnych umiejętności.

Dobra gitara nie musi być idealna według amatorskiego wyobrażenia. Dobra gitara musi mieć klasę, stabilność, sens konstrukcyjny, dobre brzmienie, muzyczną reakcję i potencjał w rękach człowieka, który wie, czego szuka. Wtedy instrument przestaje być przedmiotem do oceniania pod lupą, a staje się narzędziem do grania.

I właśnie tak powinno się oceniać klasę gitary: nie po micie, nie po logo, nie po zdjęciu, nie po pierwszych pięciu minutach, ale po całości. Po drewnie, konstrukcji, gryfie, progach, strunach, ustawieniu, elektronice, wzmacniaczu, reakcji, stabilności i przede wszystkim po tym, czy instrument ma muzyczny sens.                                                                                  Andrzej Wolszakiewicz

 l

Przewijanie do góry
[aws_search_form]