Canon EF 35-350 L USM i Canon EF 28-300 L IS USM to dwa obiektywy, które tworzą własną kategorię sprzętu – superzoomów profesjonalnych, których nikt inny na świecie nie zrobił na takim poziomie i których istnienie samo w sobie jest dowodem, że Canon przez lata miał odwagę robić rzeczy stojące kompletnie poza logiką rynkową.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
Te dwa szkła są jak dwie epoki zamknięte w metalu i szkle, dwa charakterystyczne głosy w świecie optyki, które opowiadają o tym, jak wyglądała praca fotografa wtedy i jak wygląda dziś. To nie są obiektywy zaprojektowane dla tłumów ani dla ludzi, którzy chcą mieć „wszystko w jednym” za niewielkie pieniądze. To konstrukcje stworzone świadomie, z myślą o profesjonalistach, którzy potrzebują czegoś absolutnie niezawodnego, odpornego i przede wszystkim dającego obraz na poziomie akceptowalnym w najwyższej lidze zawodowej. Kiedy patrzy się na 35-350, czuje się ciężar lat dziewięćdziesiątych, czasów analogowego reportażu, gdzie liczyła się szybkość reakcji i zdolność do opanowania każdej sytuacji. Kiedy patrzy się na 28-300, czuje się ciężar nowoczesności, cyfrowej ery, w której precyzja obrazu, stabilizacja i wszechstronność zaczęły mieć inne znaczenie. Ale kiedy patrzy się na oba razem, pojawia się myśl, że żaden inny producent nie próbował nawet zbliżyć się do takiego zakresu ogniskowych w profesjonalnej klasie. Wszystkie superzoomy innych marek były typowo amatorskie, o jakości słabej, plastikowe, pełne kompromisów. Canon jako jedyny postanowił zrobić to po swojemu – po królewsku – i dlatego dziś mówimy o dwóch obiektywach, które można nazwać legendami.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
35-350 to oczywiście pierwszy krok – konstrukcja, która zapoczątkowała ideę superzoomu dla zawodowca. Kiedy powstawał, Canon nie miał żadnego punktu odniesienia, bo nikt wcześniej nie odważył się zaprojektować dziesięciokrotnego zooma z autofokusem w pełni profesjonalnej jakości. To było wyjście poza granice, ryzyko, próba stworzenia czegoś niemożliwego. A jednak się udało. Obiektyw był pierwszym na świecie 10× zoomem z AF i przez lata jedynym w swojej klasie. Jego konstrukcja optyczna była skomplikowana, 21 elementów w 15 grupach, dwa elementy UD do kontroli aberracji, żadnego fluorytu, ale sprytna, konsekwentna filozofia projektowania, która stawiała na balans między zakresem a jakością. Efekt był taki, że powstało szkło, które jednocześnie było ogromnie użyteczne i miało niezwykły charakter obrazu – analogowy, miękki, lekko malarski, a jednocześnie perfekcyjne i ostre.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
28-300 to jego następca, ale nie w sensie zwykłej aktualizacji. To była odpowiedź na nowe realia techniczne. Cyfra zaczynała dominować, a wraz z nią wymagania dotyczące stabilności obrazu i czystości optycznej. Canon postanowił więc poszerzyć zakres z jednej strony (28 mm zamiast 35) i skrócić z drugiej (300 zamiast 350), ale za to dodać coś kluczowego: stabilizację. I to zmieniło wszystko. Obiektyw stał się jeszcze bardziej wszechstronny, ale jednocześnie cięższy, masywniejszy i bardziej złożony. Charakter obrazu stał się bardziej współczesny – czystszy, bardziej neutralny, mniej „malarski”. Jednym słowem – każdy z nich poszedł w inną stronę, choć oba pozostały perfekcyjne w swojej klasie.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
Analizując ich możliwości, trzeba zacząć od zakresu ogniskowej, bo to sedno tych konstrukcji. U 35-350 mamy klasyczny początek 35 mm, który pozwala wejść w świat reportażu, lekkich pejzaży, dokumentu scenicznego i codziennych sytuacji. 35 mm w tym obiektywie ma charakter bardziej klasyczny, mniej ostry na brzegach niż nowoczesne konstrukcje, ale daje przyjemny, naturalny obraz, który świetnie sprawdza się w fotografii ulicznej i reporterskiej. Z tego punktu widać też wyraźnie, jak płynny jest przeskok w dalsze ogniskowe. 50-70 mm to przestrzeń, gdzie obiektyw staje się portretowym narzędziem z lekką plastyką, a 85-135 mm daje wrażenie klasycznego obiektywu tele – to właśnie w tych wartościach 35-350 pokazuje swój klimat.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
Powyżej 200 mm wchodzi w zakres, w którym większość zoomów zaczyna się męczyć – a on dopiero rozkwita. 250, 300, 350 mm to długości ogniskowych, które dla wielu konstrukcji są miejscem upadku jakości, ale 35-350 nadal trzyma poziom. Jasne, nie jest to ostrość prime’a 300/2.8, ale mówimy o superzoomie, który w jednym ruchu pokrywa cały świat fotografii. A zaraz potem przypominamy sobie, że to nadal pierwszy i jedyny profesjonalny 10× AF na świecie. To daje zupełnie inną perspektywę.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
28-300 działa inaczej. Tu zakres zaczyna się szerzej – 28 mm robi różnicę, szczególnie w pracy reporterskiej, gdzie szerokość kadru bywa kluczowa. Dzięki temu 28-300 jest obiektywem bardziej „roboczym” w codziennej pracy. W reportażu politycznym, ulicznym, koncertowym, wszędzie tam, gdzie trzeba złapać kontekst, 28 mm ma przewagę. To już naprawdę szeroki koniec w pełnej klatce, który pozwala wejść w scenę, w tłum, w dynamikę wydarzenia.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
W zakresie średnim (50–150 mm) 28-300 jest ostrzejszy, bardziej kontrastowy, bardziej „cyfrowy”. Jego obraz jest klarowny, neutralny, stabilny, pozbawiony tej subtelnej miękkości starego 35-350. Jest bardziej kliniczny, bardziej jak nowoczesne L z początku lat dwutysięcznych, czyli perfekcja bez nostalgii. Dla jednych to zaleta, bo obraz jest przewidywalny. Dla innych wada, bo brakuje mu klimatu. Ale to różnica filozofii, a nie jakości.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
Powyżej 200 mm 28-300 korzysta z przewagi stabilizacji. To absolutnie realna zaleta – można fotografować przy dłuższych czasach, można działać w słabszym świetle, można uzyskać pewność kadru przy zdjęciach z ręki. W tym zakresie 28-300 jest bardziej użyteczny. Choć nie ma 350 mm na końcu, 300 mm w połączeniu z IS daje w praktyce więcej możliwości niż 350 mm bez stabilizacji.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
Ale kiedy przychodzi do charakteru obrazu, 35-350 zyskuje przewagę dla fotografów ceniących „analogowy klimat”. Nawet na cyfrze daje pewien rodzaj rysunku, który przypomina epokę filmową. Lekkie miękkie przejścia, specyficzny sposób, w jaki kontroluje aberracje, delikatnie mniej agresywny kontrast – wszystko to robi z niego obiektyw o duszy. 28-300 natomiast jest narzędziem perfekcji – ostrym, czystym, przewidywalnym.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
W praktycznej pracy z oboma obiektywami pojawia się też inna ogromna różnica: waga. 28-300 jest znacząco cięższy, potężniejszy, bardziej masywny. Dla fotografa pracującego cały dzień może to być obciążenie. 35-350 wydaje się przy nim wręcz lekki – co brzmi zabawnie, bo sam waży ponad kilogram, ale jednak różnica jest wyczuwalna. W fotografii ulicznej, reporterskiej, koncertowej, w pracy mobilnej, 35-350 daje większą swobodę. 28-300 to narzędzie dla mocnych rąk albo pracy z paskiem, monopodem, bardziej przemyślanej logistyki.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
Jeśli chodzi o konstrukcję mechaniczną, 35-350 reprezentuje starą szkołę: metal, masa, suwny push-pull, solidne pierścienie, konstrukcja trwała jak czołg. 28-300 również jest wykonany profesjonalnie, ale jego mechanika jest bardziej złożona – stabilizacja wymaga miejsca, konstrukcja jest bardziej zwarta i gęsta, a nacisk położony jest na trwałość przy większej liczbie ruchomych elementów. Dla jednych to sygnał nowoczesności. Dla innych – komplikacja tam, gdzie dawniej panowała prostota.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
Oba obiektywy nie mają konkurencji. To trzeba powiedzieć jasno i dobitnie: żaden inny producent nie stworzył profesjonalnego superzoomu o takich zakresach i takiej jakości. Wszystkie pozostałe konstrukcje to szkła amatorskie, wyraźnie słabsze, przeznaczone dla użytkowników wakacyjnych. 35-350 i 28-300 są jedynymi superzoomami, które bez wstydu można postawić obok profesjonalnych konstrukcji prime i traktować jako narzędzie zawodowca. Dlatego wciąż budzą szacunek – bo są symbolami ambicji i dowodem, że można zrobić coś, czego według całej branży zrobić się nie da.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
Losy tych obiektywów na rynku wtórnym są różne. 35-350 stał się szkłem rzadkim, pożądanym, kolekcjonerskim. Jego ceny rosną, bo coraz mniej egzemplarzy jest w dobrym stanie, a nostalgiczna wartość tego obiektywu stale się zwiększa. To sprzęt, który wygląda świetnie na półce, ale jeszcze lepiej w terenie. 28-300 natomiast nadal funkcjonuje jako narzędzie użytkowe – jest nowszy, dostępny, częściej spotykany u fotografów pracujących dla agencji, w terenie, w ruchu. Ale w kontekście kultowego statusu to 35-350 ma silniejszą aurę. On jest legendą epoki. 28-300 jest jej kontynuatorem, ale już bez tej mistyki.

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM
Oba obiektywy mają swoje miejsce w historii, oba mają swoje dusze, oba są absolutnie wyjątkowe. Kiedy trzyma się je obok siebie, czuć różnicę dwóch światów. 35-350 to szum taśmy, analogowe ziarno, praca w warunkach nieprzewidywalnych. 28-300 to klarowność cyfry, precyzja, kontrola. Ale mimo tych różnic są ze sobą połączone wspólną ideą: stworzyć obiektyw, który jednym ruchem obejmie wszystko, co fotograf może chcieć zobaczyć przez wizjer. I właśnie dlatego te dwa szkła są do dziś jedyną odpowiedzią na pytanie: czy istnieje profesjonalny superzoom? Tak – istnieją dwa. I oba mają czerwony ring.
Andrzej Wolszakiewicz

Canon EF 35-350 L USM oraz Canon EF 28-300 L IS USM